Koprowy Wierch - widok na Małe Hińczowe Pleso

Jesienno-zimowy Koprowy Wierch

Mgły, majaki i widma na Koprowym Wierchu, czyli o poszukiwaniu najpiękniejszych widoków po drugiej stronie Tatr i o tym, co nas najbardziej zszokowało na Słowacji.

Jechaliśmy na Słowację na 10 dni, mając w planach między innymi Rysy od południowej strony, ale wszystko dookoła zdawało się mówić, że to właśnie Koprowy Wierch powinien być naszym celem. Zasłyszane tu i ówdzie zachwyty nad panoramą z Koprowego i to, że z jesieni w Tatrach pozostawała tylko nazwa, a wierzchołki gór z każdym dniem siwiały coraz bardziej, przekonało nas, by to jednak Koprowy zobaczyć jako pierwszy. Rysy poczekają – mieliśmy nawet nadzieję, że nie dłużej niż kilka dni.

Niebieskim szlakiem od Popradzkiej Zastawki

Popradzka Zastawka, czyli stacja kolejki elektrycznej (na żądanie), która kursuje na trasie Tatrzańska Łomnica – Szczyrbskie Jezioro, to nasze miejsce startu. Jadąc autem, wystarczy nawigować się na Popradske Pleso, Parkovisko. Od razu zaczęliśmy poszukiwania kasy, parkometru lub kogokolwiek, komu można by zapłacić za pozostawienie auta. Przed 7 rano nikogo takiego tam nie było, kasa pusta, inni turyści też nie wiedzą… więc ruszamy dalej. Asfaltem do schroniska (a właściwie hotelu górskiego) przy Popradzkim Stawie, około godziny. Nie wiem, czy to obietnica pięknych widoków, kawy w Majlathowej Chacie czy dyspozycja dnia sprawiają, że nogi same mnie od rana niosą. Gdy docieramy do Popradzkiego Stawu, jest jesienno-letnio.

Popradzki Staw - widok na chatę
Widok na górski hotel przy Popradzkim Stawie od strony zielonego szlaku

Zanurzam się cała w zapachu espresso, lepszego chyba nie piłam w żadnym innym schronisku, i przez przeszklenia patrzę na okolice jeziora. Gdy ruszamy, w okolicach schroniska jest spokojnie, dużo spokojniej niż w weekend, gdy byliśmy tam ostatnio. Pierwsze kroki kierujemy do rozwidlenia szlaków powyżej schroniska, tam też jest pozostawiony pellet, który można wnieść do Chaty pod Rysami (za doniesienie 5-10 kg – kubek darmowej herbaty, jak czytamy) i ja już wiem, że Łukasz ten pellet zaraz zacznie ważyć w rękach (torby są zdaje się 15-kilogramowe) i obmyślać plan przetransportowania go do chaty pod Rysami. Ruszamy jednak laskiem w kierunku Koprowego i na rozwidleniu przy Żabim Potoku kierujemy się dalej za niebieskim oznaczeniem.

Czerwonym szlakiem od Wyżniej Koprowej Przełęczy

Po wyjściu ze schroniska miałam nadzieję na odwrót zimy – zdjęłam kurtkę, polar i wierzchnie spodnie, czapka i rękawiczki też wylądowały w kieszeni plecaka.

Im bliżej jednak Wielkiego Hińczowego Stawu, tym więcej rzeczy znajduje się z powrotem na mnie, a przy samym stawie już nawet nie wyciągam aparatu, bo przeszywa mnie zimno i chcę jak najprędzej iść dalej, dalej od tej wody, od tego zimna… brr. W górze już widać zakosy pod Wyżnią Koprową Przełęczą, gdzie zaczyna się czerwony szlak. Stamtąd według oznaczeń już tylko 45 minut dzieli nas od tych najpiękniejszych widoków, jednak tak naprawdę to zaczynają nas dzielić od nich całe chmury, bo nagle wszystko dookoła robi się szaro-białe, a kolory w dole bledną. Fiolet zmarzniętych dzwonków rosnących tu i ówdzie jest jedynym urozmaiceniem w narastającej szarości. Grań Baszt to teraz bardziej Grań Chmur, a gdzieś w nich skrywa się Szatan. Zaczynam nasłuchiwać dźwięków i wydaje mi się, że słyszę gwizdanie… Czyżby świstaki? Nie, niemożliwe, to tylko ptasie nawoływanie.

Koprowy Wierch, na szlaku
Na tym zdjęciu podobno jest Chata pod Rysami.

Na całe szczęście pod Koprową Przełęcz nawet mimo wzmagającego się wiatru docieramy dość sprawnie, zresztą szlak sam prowadzi nogi do góry czymś na kształt schodów, i tuż pod przełęczą chwilę wytchnienia od wiatru wykorzystujemy na rozgrzanie się herbatą.

Koprowa Przełęcz

Powyżej jest równie szaro, co zimno. Z każdym krokiem coraz bardziej musimy uważać na wiatr, a gdy zbliżamy się do łańcuchów, skupiam się na tym, by nie poczynał sobie ze mną zbyt śmiało, tym bardziej że pod stopami zaczyna być trochę ślisko. Tu już powoli zaczyna panoszyć się zima i rozwieszać sople.

Schodzących z góry pytamy o warunki. Mówią, że ślisko i nic nie widać.

Może się rozchmurzy…

– odpowiadamy i idziemy dalej. Pod wierzchołkiem Koprowego Wierchu jest krótki eksponowany odcinek, tam chyba wieje najbardziej i staramy się nie zatrzymywać. O dziwo, mamy wierzchołek tylko dla siebie. Gdyby nie wiatr, zimno i niepokojące już nie szare, lecz czarnawo-szare chmury, byłby to idealny moment na herbatę, bułkę, zdjęcia. Zamiast tego przegryzamy szybko kabanosy, schowani gdzieś za kamień, a ja spoglądam w dół. I co takiego widzę…? Widmo Brockenu…? Ciekawe, czy na Rysach też się przyczaiło. No nic, to teraz już muszę łazić po górach i przydybać je jeszcze dwa razy, jak głosi legenda.

Koprowy Wierch, widmo Brockenu Droga powrotna

Zaczynamy schodzić i mijamy kolejnych podchodzących. Pytają o warunki – mówimy, że ślisko i nic nie widać. „Może się rozchmurzy…” odpowiadają i idą dalej. My zmierzamy w kierunku przełęczy, dalej już nie wieje tak bardzo. Na szczęście od Wielkiego Hińczowego Stawu do Popradzkiego Stawu i chaty nie jest daleko, jakieś 1,5 godziny dzieli mnie od tej wspaniałej kawy. Przy Żabim Potoku już prawie nie pamiętam o wietrze, a powrót do Popradzkiego Stawu przebiega bez żadnych niespodzianek i po odpoczynku wracamy, już w deszczu, drogą asfaltową na dół. Lato było tu tylko rano, teraz jesień w pełni – zatem tego dnia mieliśmy trzy pory roku.

Ponawiamy poszukiwania kogoś, komu można zapłacić za parking. Tylko w jednym bufecie tli się światło, ale pani pracująca tam mówi, że parkingowy już poszedł do domu. Jesteśmy w szoku, bo mimo wszystko chcemy uregulować zapłatę – po naszej stronie takich cudów nie doświadczyliśmy, więc pytamy, czy to jest w porządku. Tak, tak – możemy zapłacić kolejnym razem jak będziemy w okolicy. Wtedy liczymy jeszcze, że na Rysy uda się wejść, nie w pełni świadomi zbliżającego się załamania pogody, więc odchodzimy tylko z lekkimi wyrzutami sumienia, i w wielkim szoku, że tak się w ogóle da.

Sporo na Słowacji parkingów bezpłatnych, a jeśli już są naliczane opłaty, to w każdym miejscu, do którego jechaliśmy autem, wynosiły 6 euro – stała cena, uczciwa i podana do wiadomości. Zapowiadam: my tam wrócimy jeszcze, żeby uregulować ten dług. I żeby zamiast mgieł i widm zobaczyć te najcudowniejsze widoki w Tatrach.

Informacje

Popradzka Zastawka – Koprowy Wierch

Suma podejść: 1160 m
Suma zejść: 43 m
Dystans: 8,9 km
Czas: 4,5 godz.

Źródło: Trasa: Popradské Pleso, zastavka – Kôprovský štít | mapa-turystyczna.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s