Polski Grzebień ze Śląskiego Domu

Polski Grzebień zachęca panoramą i widokiem na Gerlach. Wybraliśmy się na tę popularną przełęcz ze Śląskiego Domi. Jak wygląda Polski Grzebień w jesienno-zimowej scenerii? Czy szlak jest trudny? Odpowiedzi znajdziecie we wpisie.

Szlak na Polski Grzebień

Na Polski Grzebień postanowiliśmy iść szlakiem od Śląskiego Domu. Pierwszy raz odwiedzaliśmy Śląski Dom w deszczu i we mgle. Drugi raz – już z konkretnym planem dostosowanym do pogody zmieniającej się we wrześniu z letniej w… zimową. Plan był zachowawczy: sprawdzamy, czy po opadach śniegu szlak na Polski Grzebień będzie dostępny. Jeśli warunki będą bardzo kiepskie, odpuszczamy. Jak już się domyślacie, nie odpuściliśmy i udało się wejść na tę popularną przełęcz w grani Tatr Wysokich.

  • Zobacz też: Wysokie Tatry poza sezonem narciarskim

Śląski Dom z Tatrzańskiej Polanki

Śląski Dom leży na trasie Magistrali Tatrzańskiej, zatem spora szansa, że na jakimś etapie wędrówki prędzej czy później tam trafimy. A warto, bo malowniczy rejon Wielickiego Stawu jest łatwo dostępny z Tatrzańskiej Polanki asfaltową drogą rowerową, którą dojeżdża też zaopatrzenie, lub standardowym zielonym szlakiem. Czas przejścia jednym i drugim jest zbliżony i wynosi około 2 godzin. Do Tatrzańskiej Polanki można się dostać elektriczką albo autem, które bez problemu zostawimy na bezpłatnym parkingu. Wybieramy opcję komfort wejścia asfaltem, bo dzień wcześniej wywiało nas solidnie na łatwym szlaku do Zielonego Stawu i… musieliśmy zawrócić. Po przeanalizowaniu wszelkich możliwych prognoz bardzo chciałam, żeby tym razem było inaczej. Szczęśliwie od rana zamieci i chmur ani śladu. Widok z okna, musicie przyznać, obiecujący:

Widok z okna na Łomnicę
Obiecujący poranek – widok z okna na Łomnicę

Z Tatrzańskiej Polanki idziemy spokojnie asfaltem. Mniej więcej w połowie drogi docieramy do Wielickiego Mostu na wys. 1604 m, gdzie można odpocząć ździebko pod daszkiem. W okolicy tej kiedyś znajdowały się skocznie narciarskie wybudowane z inicjatywy doktora Guhra. Sanatorium jego imienia mijaliśmy na samym początku szlaku w Tatrzańskiej Polance. Od mostu jeszcze godzinę maszerujemy do Doliny Wielickiej, planując tam przerwę na wyborną herbatę z termosu i kanapki. Jarzębiny i biel szczytów, a konkretnie Sławkowskiego, pięknie się uzupełniają. Za chwilę widać już Granaty Wielickie. To znak, że zbliżamy się do Śląskiego Domu. W zimie występuje tu zagrożenie lawinowe, a ostatni zakręt drogi nazywany jest właśnie Zakrętem Lawinowym.

Hotel górski Śląski Dom

Jeśli ktoś chce poczuć atmosferę Tatr Wysokich niewielkim nakładem sił, Śląski Dom na wysokości 1670 m n.p.m. jest miejscem do tego idealnym. Widok na Granaty Wielickie, masyw Gerlacha i szum siklawy znad Wielickiego Stawu – dla duszy ciekawej wysokogórskich widoków wystarczy. Dusza spragniona wędrówki ruszy dalej. Możliwości spod Śląskiego Domu jest mnóstwo – Magistralą w stronę Szczyrbskiego Jeziora przez Batyżowiecki Staw czy w kierunku Hrebienoka. No i wybranym przez nas zielonym szlakiem na Polski Grzebień i dalej.

Śląski Dom, Staw Wielicki
Śląski Dom – zdjęcie wykonane parę dni wcześniej

Ze Śląskiego Domu można z przewodnikiem udać się na Gerlach – jest tu główna baza przewodników tatrzańskich. Można też zorganizować wesele albo odpocząć w wellness. Dla każdego coś się znajdzie. Sale Śląskiego Domu onieśmielają trochę wytwornością i przepychem, a przy recepcji nasze nosy są nęcone ziołowymi zapachami tutejszego spa. Trzeba pamiętać, że to górski hotel, a nie typowe schronisko. Kanapki zjadamy więc w przedsionku, gdzie można rozłożyć się na poduchach. Tu też wisi tabliczka informująca nas, że obiekt odwiedził kiedyś Jan Paweł II.

Jak doczytałam, burzliwe były dzieje schronisk w tych okolicach, a lawiny i pożary nie sprzyjały im zbytnio. Obecny hotel istnieje od lat 70., a w 2010 ukończono jego generalny remont, którego efekty zaskakują tych, którzy widzieli to miejsce w dawnych czasach.

Szlak na Polski Grzebień od Doliny Wielickiej

Pokrzepieni herbatą i widokiem innych piechurów zmierzających w stronę Wielickiego Stawu podążamy w tym samym kierunku. Śniegu nawet tutaj leży sporo i badam teren moim jedynym pozostałym kijkiem, nim gdzieś postawię stopę. Pytamy paru schodzących o warunki i uspokajają, że chociaż ślisko, to da radę bez raków. Za Wielickim Stawem podchodzimy pod ścianę o nazwie Wieczny Deszcz, skąd faktycznie sączy się na nasze twarze woda, i nagle… bach! Coś leci z hukiem z góry i ląduje parę metrów od nas. Gruda lodu wielkości dużej pięści. Nie wygląda to dobrze i jakoś nagle przestaję się czuć uspokojona. Natychmiast idziemy dalej w stronę Wielickiego Ogrodu, nasłuchując trzeszczenia sopli, które w pełnym już słońcu próbują uwolnić się od skały.

Zaraz potem rozpościera się przed nami Wielicki Ogród, w lecie ponoć bardzo obficie porośnięty roślinnością, stąd nazwa. Teraz to raczej ogród zimowy, ale idzie się tędy bardzo przyjemnie. Do Długiego Stawu ze Śląskiego Domu docieramy w jakąś godzinę, dalej trochę tak suniemy po śniegu, który właściwie to już zaczyna się topić i zaraz zamieni się w potok. Wyższe piętro Doliny Wielickiej też nie nastręcza trudności, a właściwe podejście zaczyna się zakosami pod przełęczą Polski Grzebień. Latem na pewno podchodzi się tu łatwiej, ale teraz, mimo że wrzesień i słońce, po śniegu nie idzie się zbyt dobrze. Patrzę na płynący śnieg i już wiem, jak się będzie schodziło. Na szlaku na Polski Grzebień są klamry i łańcuchy. Docieramy do miejsca, gdzie są ubezpieczenia.

Polski Grzebień łańcuchy
Łańcuchy na Polskim Grzebieniu

Nie było to łatwe przejście, nie ma co kryć. Przy suchej skale, jak informuje nas w przewodniku Nyka, trudności są niewielkie. Ale nasza skała jest śliska, mokra, nieprzyjazna. Jest trochę oblodzenia i zastanawiam się dwa razy, zanim postawię gdzieś stopę, szczególnie w eksponowanym miejscu. Po chwili rękawiczki od trzymania się łańcuchów mam całe mokre i nie jest to zbyt przyjemne… Czekam już tylko na wyciągnięcie u góry tych na zmianę.

Polski Grzebień, widok na Zmarzły Staw
Zmarzły Staw

Ostatnie metry szlaku nie były łatwe, jednak wyłaniająca się na Polskim Grzebieniu panorama: Zmarzły Staw i jego turkusowa tafla oraz Gerlach, sprawiają, że zapominam o tym na moment. Przełęcz Polski Grzebień jest na wysokości 2200 m n.p.m. Wiatru na zdjęciach nie widać, bo też zamarzł. Nie pytajcie, jak było zimno. Dziwię się, że zrobiłam jakiekolwiek zdjęcia.

Polski Grzebień, zima
Polski Grzebień - w tle Gerlach
Polski Grzebień,, w tle Zmarzły Staw
Polski Grzebień, Mała Wysoka
Polski Grzebień, znak

Trochę osób idzie dalej ma Małą Wysoką (dodatkowe 45 minut do góry), my zrealizowaliśmy nasz plan i na tym poprzestajemy – jeszcze kiedyś będą lepsze warunki, żeby iść wyżej. Nad naszymi głowami krąży helikopter Horskiej Zachrannej – zawsze w takich momentach pojawia się myśl – „Co się mogło stać”? I jakiś taki dziwny niepokój. Widać desant na Małej Wysokiej, ale trwa to moment i śmigłowiec bardzo prędko odlatuje.

DSC_1087
Polski Grzebień, widok na Gerlach
Polski Grzebień, widok w dół
Polski Grzebień, końcówka zielonego szlaku

Ruszamy w dół. Do Śląskiego Domu z Polskiego Grzebienia mamy jakieś półtorej godziny, oczywiście po tym śniegu trwa to dłużej, bo już prawie wszystko płynie. Mijamy znów Długi Staw, a zaraz za nim… Kamzik! Czyli kozica.

„Kamzik, kamzik! Tam, u góry!” Okazało się, że na Słowacji oszaleliśmy na punkcie kamzików, a Łukasz postanowił nawet zdobyć tytuł Kamzik Photographer of the Year i z aparatem po kamieniach i po śniegu ruszył do góry. Kozice można tu spotkać często i jakoś nie potrafię zaakceptować myśli, że miejsce to zwane było kiedyś ogrodem kozic, gdzie polowano na te zwierzęta. Niżej mijamy malutki Kwietnicowy Staw i już niewiele dzieli nas od Śląskiego Domu. Wynagradzamy sobie marsze po śniegach kawą, grzejemy się w ogniu marzenia o rozpalonym tu kominku.

DSC_1144
DSC_1152_edited1

Spodobają Ci się także:

Wpadnij do mnie na:

Uroda Podróży blog

Dziękuję za odwiedziny!
Pozdrawiam,

Beata

1 myśl w temacie “Polski Grzebień ze Śląskiego Domu”

Możliwość komentowania jest wyłączona.