Widok z Brandysówki na Sokolicę

Dolina Będkowska – rowerem ze Śląska

Krople płynące po szybach zdają się mieć niewyczerpane źródła gdzieś u góry. Naprawdę już jesień? Zwykle to dla nas czas podróży niedalekich – takich: „Chociaż do lasu, chociaż 15 kilometrów, nim zbyt szybko zajdzie słońce”. Ale tym razem naszym celem padła Jura – i dystans 70 km. Czy było łatwo?

Co roku wstawienie roweru w kąt mieszkania staram się odłożyć, jak tylko się da. Tym bardziej cieszę się, że pod koniec października udało nam się pojechać na rowerze raz jeszcze w miejsce, gdzie otworzyliśmy sezon dłuższych rowerowych wypraw – do Doliny Będkowskiej.

Pamiętam jeszcze, jak w weekend majowy rozbijaliśmy namiot pod Sokolicą. Pół nocy nie mogłam zasnąć, liczyłam barany w rytm pohukiwania sowy. Do tego przed pójściem spać skusiliśmy się na spróbowanie lokalnego piwa. Dodam, że nasz namiot rozbity był przy szemrzącym strumieniu – efekt? No wiadomo… Piękne wspomnienia, mimo wszystko. Tym razem na noc pod namiotem było już za zimno, ale spędziliśmy chyba najbardziej luksusową w tym roku noc na wyjeździe – w schronisku Brandysówka, w pokoju dwuosobowym, z prysznicem i ze wszystkim. No ale po kolei…

Z Katowic do zamku Tenczyn

Katowice → Mysłowice → Jaworzno → Jeleń → Chrzanów → Trzebinia → Rudno

Jeśli zastanawiacie się: czy to nie za daleko? Czy szlaki są ciekawe? Czy dam radę? Od razu odpowiadam kolejno: nie, tak, trzymam kciuki. Mniej więcej 70-km trasa z Katowic, a konkretnie z Giszowca, wiedzie mało ruchliwymi drogami przez Mysłowice, Jaworzno i Jeleń. Tak, ten Jeleń z domem, w którym straszy. Straszy tu też przejście podziemne, które musimy pokonać pod autostradą A4. Potem jest już piękniej, zagłębiamy się w las i dojeżdżamy do stawu Belnik, gdzie prowadzimy rower groblą – gdybyście zapomnieli, to panowie wędkarze na pewno pokażą Wam znak i o tym przypomną.

DSC_1361_edited_edited

DSC_1360

DSC_1359_edited2

Dalej kierujemy się na Chrzanów i w stronę Trzebini, nawigując się na zalew Chechło. Właściwie to jedynie przejazd przez Chrzanów wymaga większej koncentracji – aut tu na drodze więcej i nie można przegapić miejsca, gdzie skręcamy w prawo w osiedle – w ulicę Wyszyńskiego.

Od Chechła niebieski szlak rowerowy, ciut ulicą, potem ścieżkami, prowadzi nas wgłąb Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego. Zamieszkały tu chyba wszystkie kolory jesieni i wśród nich, cały czas szeroką, bardzo wygodną trasą, przemierzamy lasy. Czasem to wygodny asfalt, czasem ścieżka szutrowa. Jedziemy przez rozległą Puszczę Dulowską, pozostałość po prastarej puszczy. Jesteśmy tacy mali wśród tutejszych drzew…

Tenczyński Park Krajobrazowy

Rowerem przez Tenczyński Park Krajobrazowy

PSX_20181020_195157.jpg

Tenczyński Park Krajobrazowy

Nawigujemy się na miejscowość Rudno, gdzie na chwilę zbaczamy z naszej ścieżki, by wejść na wzgórze zamkowe – znak informuje nas, że żółtym szlakiem można podejść paręset metrów do zamku Tenczyn. Gdybym wiedziała, jakie to będzie podejście z zapakowanymi sakwami, rozważyłabym opcję wjazdu drogą asfaltową – wystarczy odbić w prawo przecznicę wcześniej. Nie mam żadnych zdjęć dokumentujących rzeczone podejście, ale wyobraźcie sobie: śliskie liście, kamienie, korzenie, stromizna. Na ostatnich metrach Łukasz wciągnął mój rower. Ja jakoś się doczołgałam sama. Zamek Tenczyn leży na szlaku Orlich Gniazd, jego właścicielami są potomkowie Adama hrabiego Potockiego. Po burzliwych dziejach – spaleniu przez Szwedów w trakcie potopu szwedzkiego, uderzeniu pioruna i powolnym popadaniu w ruinę, w 2016 roku został odrestaurowany i udostępniony do zwiedzania. Przyjemnie spędza się czas z widokiem na zamek, ale dni coraz krótsze, a my chcemy dostać się do Doliny Będkowskiej przed zachodem słońca, więc zjeżdżamy drogą asfaltową – w sumie robiąc pętelkę, bo wracamy do punktu wyjścia w Rudnie. W sumie przejechaliśmy około 50 km.

DSC_1395

DSC_1421

Z Rudna do Doliny Będkowskiej

Rudno → Młynka → Rudawa → Brzezinka → Będkowice

Od zamku Tenczyn jeszcze 20,5 km dzieli nas od Będkowic. Z lasu wyjeżdżamy w miejscowości Młynka, krajobrazy są już typowo małopolskie – pagórkowato-zielone, z jakby bardziej rozległym niebem nad głowami. To dla mnie jeden z przyjemniejszych etapów trasy, bo zjeżdżamy w dół, nabieramy prędkości, dajemy odpocząć mięśniom. Dalej podążamy drogą nr 79 w stronę miejscowości Rudawa i Brzezinka. Tu z kolei trzeba trochę się powspinać, ale nie są to uciążliwe podjazdy – zresztą, do Doliny Będkowskiej jest stąd już naprawdę rzut beretem i gdyby kogoś dopadało zmęczenie, to niech prowadzi Was myśl o prędkim posiłku w Będkowskiej.

Dolina Będkowska, Brandysówka

Dolina przywitała nas szarością nieba i rudością drzew, no i niestety deszczem. Na całe szczęście na naszej drodze jest Gospodarstwo Rybackie z łowiskiem, gdzie można zawitać na pstrąga czy inne specjały rybne: np. krokiety albo pierogi z pstrągiem. Ja zostaję przy pstrągu z pieca, który jest tu całkiem smaczny.

DSC_1434

DSC_1436

DSC_1443_edited

Posileni, jedziemy w stronę Brandysówki, od której dzieli nas parę minut na rowerze. To prywatne schronisko prowadzone przez państwa Brandysów. Znajdziemy tu wszystko, czego trzeba do wypędzenia myśli o miejskim pośpiechu. Dla ducha przyrodę, szum Będkówki, jurajski spokój, a o potrzeby ciała zadbają GrillBar, kawiarnia, a także możliwość wyżycia się na skałkach.

Brandysówka to miejsce popularne wśród wspinaczy, malowniczo usytuowane u stóp majestatycznej Sokolicy, najwyższej skały na Jurze (ok. 100 m wysokości). Przy dobrej pogodzie, siedząc przy miłym nam trunku, można obserwować pracujące w górze zespoły wspinaczkowe. Nie trzeba być jednak miłośnikiem wspinania, żeby zagospodarować tu sobie czas. Liczne szlaki turystyczne poprowadzą nas do pobliskich dolin Kobylańskiej i Bolechowickiej, Jaskini Nietoperzowej czy Jaskini Łabajowej, a kilka minut spacerem dzieli nas od wodospadu Szum – może nazwa zbyt szumna, bo wodospad nie prezentuje się bardzo okazale, ale miejsce jest spokojne i urokliwe.

Dolina Będkowska, wodospad Szum

DSC_1465_edited

Zresztą – jesteśmy na terenie Parku Krajobrazowego „Dolinki Krakowskie” – tu wszędzie jest pięknie. Jeśli śledziliście moje wcześniejsze wpisy, zauważycie, że…

Stawiam na miejsca spokojne – na szlaku, ale nie tym, którym podąża większość.

Zapewniam Was, że w długi weekend majowy nie doświadczyłam tu uczucia przeludnienia (choć owszem, namiotów na polu było sporo), podobnie podczas październikowej podróży.

DSC_1491_edited1

DSC_1481

DSC_1479

Widok z Brandysówki na Sokolicę
Sokolica, najwyższa skała na Jurze

DSC_1496

Nie udało nam się niestety zrealizować planu pojechania do Ojcowa (17 km), pogoda uparła się na nas i zapędziła do schroniska. Ale… spałam dłużej niż 8 godzin od-nie-pamiętam-kiedy. Zasięgu telefonicznego i internetu też nie ma, więc można odpocząć – tak naprawdę: od ciągłego napływu informacji i męczącego oczy ekranu komórki. A rano spoglądać na dym z komina i oddychać zapachem mgły i liści.

Schronisko, Dolina Będkowska

Brandysówka, Dolina Będkowska

Już myślę o kolejnym sezonie i planuję przyszłoroczne wyprawy rowerowe – to moje panaceum na jesienną szarugę za oknem.

Jeśli macie swoje miejsca na Jurze, do których lubicie powracać, a do których można dotrzeć na rowerze, koniecznie dajcie proszę znać w komentarzu, chętnie dopiszę je do mojej listy! 🙂


Więcej praktycznych informacji, a także cennik, znajdziecie na stronie schroniska.

1 myśl w temacie “Dolina Będkowska – rowerem ze Śląska”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s