Kraków, Rynek nocą

Kraków kawiarnianym szlakiem

Lubię wracać do Krakowa, tak jak się wraca do zdjęć w rodzinnym albumie znanym kartka po kartce na pamięć. Chciałabym zabrać Was na spacer szlakiem nieprzypadkowych, kultowych krakowskich kawiarni. Na początek: Magia, Vis-a-Vis i Jama Michalika.

#Thankful

Magia

Zanim przemaszeruję Rynek wzdłuż i wszerz i przedrepczę Trakt Królewski, zbaczam na plac Mariacki do zabytkowej kamienicy Hipolitów z XIV wieku, gdzie na wyższych piętrach zamieszkała ekspozycja „Mieszczański dom” Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Na dole znajduje się Cafe Bar Magia, gdzie kieruję kroki. Ponoć można spotkać tu kota Hipolita, ale przede mną jak dotąd się ukrywał. Nie zawsze też uda się zaszyć w przytulnej piwniczce na najniższym piętrze, ale prawie zawsze można zamówić prawdziwie krakowski przysmak – o dziwo, w niewielu miejscach w Krakowie serwowany – maczankę po krakowsku, podawaną tu w formie maczburgera. Co kryje się pod tajemniczą nazwą maczanka? Mięso z karkówki w sosie winno-cebulowym z wiodącą nutą kminku. Cebuli jest także sporo, bo dzięki niej sos ma odpowiednio słodkawy smak i pożądaną konsystencję, choć złośliwi mówią, że to przejaw krakowskiej oszczędności. Tak posilona, mogę ruszać dalej.

Ale nim napiję się gorącej herbaty, która jest najlepszym przyjacielem człowieka w listopadowe dni, odwiedzam kamienicę Likusów i tamtejsze delikatesy – bardziej po to, by rozbudzić swój apetyt i ciekawość niż w celach zakupowych. Nasze nosy są tu nęcone wszechobecnymi zapachami najsmakowitszych odmian sera, a silna wola poddawana prawdziwej próbie, szczególnie gdy oko przyciąga leżąca tu i ówdzie drogocenna tartufo, w naszym ojczystym języku mająca równie piękną nazwę: trufla. Do tego oliwki odmian wszelakich, smakowite wędliny – lepiej nie zostawać tu zbyt długo – licho, to znaczy pokusa, nie śpi…

Przyjemnie jest też zabłądzić w którejś z uliczek odchodzących od Rynku – choćby po to, by znaleźć miejsce, gdzie jest jeszcze drewniany bruk. Gdzie? Poszukajcie – jako podpowiedź dwa zdjęcia:

DSC_1581_edited

DSC_1582_edited.jpg

Kamienica Likusów:

Vis-a-Vis

Dalej, po obowiązkowym spacerze Sukiennicami – jak zwykle w otoczeniu rozmów w językach bardziej lub mniej rozpoznawalnych – maszeruję na drugą stronę Rynku, żeby przysiąść na chwilę w kultowym Vis-aVis, czyli popularnym „Zwisie”, po sąsiedzku z Piwnicą pod Baranami. Kultowym, bo często zaglądali tu związani z Piwnicą artyści, a sam „Zwis” pełnił funkcję jej nieformalnego biura. Przysiadam na hokerze i wyobrażam sobie, że jestem literatką – i wcale nie chodzi o wlewanie w siebie wysokoprocentowych napojów, ale o moją twórczość w księdze gości na cześć Cafe Baru Magia (parę zdjęć wyżej).

Kto się spodziewa, że „kultowy” znaczy „wytworny” – zawiedzie się.

Vis-a-vis to miejsce niewielkie, prosto urządzone, ale z klimatem – bardziej drink-bar niż kawiarnia. My jednak przy herbacie i kawie wsłuchujemy się w gwar Rynku, a później przenoszę się na zewnątrz, by usiąść przy stoliku z Piotrem Skrzyneckim, wieloletnim kierownikiem Piwnicy pod Baranami.

DSC_1595_edited

Jama Michalika

Ostatnim miejscem, do którego zaglądam, jest historyczna Jama Michalika istniejąca od 1895 r. Niewiele trzeba zrobić kroków od Bramy Floriańskiej, by trafić do tej chyba najsłynniejszej kawiarni artystycznej w Krakowie, choć – co mnie zastanawia – nie tak często odwiedzanej jak kawiarnie znajdujące się tuż przy Rynku. Może to jej niewielki ogródek kawiarniany albo usytuowanie dalej od Rynku sprawiają, że najczęściej trafiają tu raczej zorganizowane grupy zagranicznych turystów niż przypadkowe osoby. Kawiarnia jest też siedzibą muzeum kabaretu – to tu powstał pierwszy polski kabaret Zielony Balonik i to tu bywali literaci młodopolscy – m.in. Przybyszewski, Przerwa-Tetmajer i Wyspiański. Secesyjny wystrój, zielone obicia foteli, półmrok i delikatna muzyka (czasem także akompaniament pianisty na żywo) przenoszą nas w czasie, zanim to czas przeniesie nas w poniedziałkową rzeczywistość.

DSC_1633_edited

 

Niebawem zaproszę Was na kolejną część kawiarnianego spaceru. Zbliżające się jarmarki wróżą zapach grzanego wina na mrozie, przed którym (po wypiciu wina oczywiście) przyjemnie się schronić w historycznych zaciszach Królewskiego Miasta, do którego tak bardzo kocham wracać – a Wy?

7 myśli w temacie “Kraków kawiarnianym szlakiem”

  1. Cześć, cieszę się, że trafiłam tutaj. Możesz napisać jeszcze o dwóch kwestiach. Jeśli to nie kłopot. Gdzieś napisałaś, że każde miejsce porównujesz z Tychami, miejscem mi obcym, co ciekawego jest w tych Tychach? Rozumiem, że mieszkałaś, wiec i pewien sentyment, ale może i ukryty potencjał?
    Więcej gór dla początkujących!
    Pozdrawiam,

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć – i ja cieszę się z odwiedzin ☺️ jeśli chodzi o Tychy, to poza latami wspomnień są też kilometry ścieżek rowerowych, hektary lasów… jezioro Paprocany… No i chyba wszędzie można dojść na nogach 😉 cenię Tychy za ciekawe inwestycje i dążenie do ciągłej poprawy 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Trzeba przyznać urokliwe to miejsce, to królewskie miasto. Latem byłam kolejny raz. Trochę Pod baranami rozczarowała mnie piwnica. A może nie powinna, bo to piwnica, ma prawo być przaśnie, zakurzone i chaotyczne.

    Polubienie

    1. Piwnica ma osobliwy klimat, to fakt 🙂 pamiętam, że też ją sobie wyobrażałam trochę inaczej, ale w końcu to miejsce artystyczne, więc chyba niezwyczajne z definicji 😉

      Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za miły komentarz 🙂 Ja staram się odwiedzać Królewskie Miasto przynajmniej raz w roku, a to „przynajmniej” to wciąż za mało 🙂 pozdrawiam!

      Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.