Beskid Śląski – Szyndzielnia i Klimczok zimą

Odkrywamy Beskid Śląski na nowo. Beskidzki klasyk – czyli Szyndzielnia i Klimczok – jest ciekawą opcją na pierwsze zimowe wędrówki dla mniej doświadczonych turystów.

Na Szyndzielnię czerwonym szlakiem

Góra Szyndzielnia w Bielsku-Białej to bardzo przyjazny „tysięcznik” – z wysokości 1048 m n.p.m. rozciąga się miła dla oka panorama.

To często odwiedzane nie tylko przez bielszczan miejsce jest wdzięcznym, bo nietrudnym celem zimowej wędrówki. Od centrum Bielska-Białej dzieli nas kilka kilometrów do parkingu pod Dębowcem. Dodatkową zachętą, żeby wybrać się na Szyndzielnię i Klimczok, jest kolej gondolowa – przejazd trwa około 10 minut i kosztuje 25 zł w obie strony. Wiele osób korzysta z tej możliwości – po dojechaniu do górnej stacji pozostaje kilka-kilkanaście minut marszu w stronę schroniska, a dla bardziej wytrwałych – możliwość odwiedzenia nieodległego schroniska na Klimczoku. Ale taki wjazd i zjazd kolejką to krótka przyjemność, a spacer czerwonym szlakiem, choć długi, prowadzi przez piękne lasy porastające stoki góry.

Jednym z pierwszych punktów na trasie jest polana Dębowiec, 536 m n.p.m., gdzie od 2013 roku funkcjonuje stok narciarski. Przyjeżdżają tu całe rodziny, dzieci szaleją na sankach, a w lecie nawet dorośli mogą wyszaleć się na całorocznym torze saneczkowym. W pobliżu mijamy ciekawą architektonicznie kaplicę fatimską na Dębowcu – w zimowych barwach prezentującą się może niepozornie, w lecie będącą miejscem spokojnym i całkiem przyjemnym.

Zmierzamy dalej naszym czerwonym szlakiem i raz po raz mijają nas turyści zjeżdżający na nartach, sankach, a nawet rowerach. To także miejsce popularne wśród biegaczy – mijają nas grupki lżej odzianych amatorów górskiego biegania. Po zasmakowaniu pustych niemal przestrzeni na Rycerzowej czy Wielkiej Raczy miejsce wydaje mi się momentami nawet tłoczne, jednak im wyżej, tym mniej liczna staje się grupa zimowych piechurów. Zagęszczenie jest wprost proporcjonalne do bliskości górnej stacji kolejki gondolowej, a w okolice schroniska docieramy po ok. 2 godz. od startu spod Polany pod Dębowcem.

Schronisko PTTK na Szyndzielni

Pamiętam je z pierwszych wycieczek szkolnych i możliwe, że to pierwsze schronisko górskie, jakie widziałam w życiu. Jest to też pierwsze schronisko, jakie powstało w Beskidzie Śląskim – istnieje od 1897 r. Dziś w kształcie zabudowań można dopatrzyć się stylu alpejskiego, na którym było wzorowane, a w pobliżu, jak czytam na stronie schroniska, były nawet  skocznia narciarska i winiarnia. Gdyby kiedyś podróżowanie  w czasie stało się możliwe, to ja zamawiam bilet na odwiedzenie schroniska na Szyndzielni z degustacją wina.

Szyndzielnia, schronisko
źródło: www.szyndzielnia.com.pl

W lecie na polanie nieopodal schroniska wyrastają liczne wysepki kocykowo-piknikowe z widokiem na pobliski Klimczok. Polana jest miejscem popularnym i łatwo dostępnym. W zimie, podczas naszego wyjścia, momentami widoczności mieliśmy na kilkanaście metrów, próżno więc było szukać znajomych widoków. Ale uroda zimowej podróży na tym właśnie polega: miejsca znane stają się mniej znane, a łatwo dostępne – skłaniają nas do włożenia więcej wysiłku niż zwykle. Tak właśnie było z dalszą drogą na Klimczok, gdzie ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem.

Miejsce jest dość popularne wśród skiturowców, których mijaliśmy na trasie raz po raz.Tu trasa była trochę bardziej wymagająca, gdyż mniej osób przetarło szlaki i marsz po śniegu różnił się od dolnych niemal spacerowych partii.  Jednak to właśnie tu zima pokazywała swoje najpiękniejsze oblicze wśród choinek ubranych jak baletnice w białe śnieżne sukienki. Nie zawsze łatwo było je wypatrzyć w coraz to gęstszej bieli mgły. Po mniej więcej godzinie zbliżyliśmy się do punktu, gdzie resztę drogi pokonujemy szlakiem niebieskim. Schroniska wcale nie było stąd widać.

Uroda zimowej podróży na tym właśnie polega: miejsca znane stają się mniej znane

W schronisku PTTK na Klimczoku zaczęliśmy od znalezienia skrawka miejsca do siedzenia – zarówno Szyndzielnia, jak i Klimczok, to miejsca łatwo dostępne, stąd lepiej nie spodziewać się, że przywita nas cisza. Gwar schroniskowy, ciepło i pyszny żurek zagryziony czekoladą Studentską (prawdziwy skarb górołaza) dały siłę na powrót.


Największe zaskoczenie? Góry w zimie naprawdę żyją, a turystyka zimowa staje się bardzo popularna. Ilość spotkanych osób – na skiturach, sankach, rowerach – uświadomiła mi, że nie warto na zimę zamykać się w domu, czekając wyłącznie na dobre warunki narciarskie lub nie wiadomo kiedy mającą wrócić wiosnę. Z odpowiednim przygotowaniem – ciepły ubiór, prowiant, herbata w termosie – i sprzętem można śmiało odkrywać znane miejsca na nowo.

Przed wyjazdem w Beskidy kupiliśmy raczki turystyczne, które bardzo ułatwiły schodzenie. Prawdę mówiąc, nigdy nie czułam się jeszcze tak pewnie, stąpając po wyślizganym czy oblodzonym fragmencie trasy. Wiem, że zagoszczą w moim plecaku (i na nogach) na stałe. A to dopiero początek!

Szyndzielnia i Klimczok zimą - na szlaku

Jakie są Wasze ulubione miejsca zimą?
Gdzie warto się wybrać na pierwsze zimowe wędrówki?


Uroda Podróży blog

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam,

Beata

14 myśli w temacie “Beskid Śląski – Szyndzielnia i Klimczok zimą”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s