Wpadki podróżnicze

Wpadki podróżnicze

Nie zawsze jest idealnie – czyli podróże z przymrużeniem oka. Co może pójść nie tak w podróży i jakie lekcje wyciągnęliśmy z naszych wpadek?

Zostawili nas!

Sewilla, którą zwiedzaliśmy przy okazji podróży na Costa de la Luz, oczarowuje, ale przytomny umysł trudno zachować nie tyle z powodu zachwytu, co upału. Ze względu na lokalizację Sewilla jest jednym z najcieplejszych miast Europy. Szukamy więc ochłody pod markizami, a w trakcie czasu wolnego wręcz przyklejamy się do ścian w poszukiwaniu cienia. Przed odjazdem, czekając na grupę, siadamy w kawiarni, by nie wystawać na słońcu. Właściwie to jesteśmy pierwsi i obserwujemy z oddalenia miejsce zbiórki. Pełen luz, kawa, nie ma co się stresować – jesteśmy na wakacjach. Po pewnym czasie orientujemy się, że podejrzanie długo nikt się nie zjawia, a autokar odjechał. Bez nas! Jakim sposobem? Kiedy? Jak mogliśmy tego nie zauważyć? Czyżby odjechał szybciej? Tego nie wiemy do dziś… Do dziś mam za to w pamięci grobową atmosferę w autokarze i pełne nieskrywanej dezaprobaty miny ludzi z naszej grupy, gdy szliśmy na swoje miejsca pomiędzy rzędami siedzeń. Szczęśliwie wcześniej na ulicy wpadliśmy na drugą z przewodniczek, która akurat nie wracała do hotelu w Isla Christina (oddalonego o ponad 130 km!), a ta poinformowała koleżankę po fachu o zgubach pozostawionych w Sewilli. Bo jeszcze dodam tu, że nie wzięliśmy też żadnych namiarów na organizatorów wycieczki.


Plac Hiszpański, Sewilla

Gdzie jest auto?

Ten sam wyjazd. Z hiszpańskiej Isla Christina ruszamy wypożyczonym autem w stronę Portugalii i wybrzeża Algarve, które przyciąga nietypowymi formacjami skalnymi i przepięknymi plażami. Cały dzień spacerujemy ceramicznym szlakiem, plażujemy, odwiedzamy sklepy pełne szklanych, i nie tylko, cudów. Na koniec wracamy po nasze… to znaczy wypożyczone auto. Gdzie ono jest? No, przy głównej ulicy. Takiej dużej… Tylko jak ona się nazywa? Po okrążeniu wszystkiego dookoła podejmujemy żałosną próbę zlokalizowania samochodu z pomocą Portugalczyka z pobliskiego biura podróży, tłumacząc, że auto zostało przy ulicy w centrum… Ale nie wiemy której… Krok po kroku analizujemy naszą trasę dojazdową do Albufeiry i docieramy w końcu do naszej „głównej ulicy”. Niby nic się nie stało, ale… trochę dramat: jak można zgubić nie swoje auto w nieznanym mieście i obcym kraju? Od tamtej pory zdjęcie tabliczki z nazwą ulicy to standard.


Albufeira, Portugalia

Skrót

Wsiadamy na rowery, mamy zapakowane sakwy, na bagażniku namiot. Ruszamy w stronę campingu na Jurze. Mniej więcej w tym samym czasie wpadam na pomysł z założeniem bloga i już oczami wyobraźni widzę pierwszy wpis o Szlaku Orlich Gniazd. Oczywiście nie powstał. W trakcie jazdy GPS zasugerował skrót i skończyło się na tym, że spory kawałek przeszliśmy w spiekocie przez pola wśród wysokich traw, pchając ciężkie rowery z całym ekwipunkiem. I to nawet nie w linii prostej, bo GPS uparcie szukał dla nas jednak lepszej opcji na tym polu. Kieruj się na północ (wielkie dzięki!). Skręć w lewo (za którym krzakiem?). Dalej prosto! (nie widzę innej opcji. A może jednak: zawróć, jeśli to możliwe?).


Zamek Mirów, mimo problemów nawigacyjnych udało się dotrzeć!

Ryk niedźwiedzia

We wrześniu na Słowacji załamała się pogoda, ale zamiast rezygnować z wędrowania, wybraliśmy łatwiejszy (jak się wydawało), szlak z w stronę Zielonego Stawu. Jakoś przy granicy lasu była granica zimy. Poniżej była granica błota – a w niej my. Wiatr, chwiejące się drzewa, śnieg, zimno. No nic, postanawiamy zrobić tzw. „wycof” niebieskim szlakiem w stronę Łomnickiego Stawu. Po paru minutach najpierw na drodze staje powalone wiatrem drzewo, a zaraz potem rozlega się przeraźliwy ryk. Moje nogi wyprzedzają błyskotliwą myśl o tym, że to pewnie niedźwiedź czyhający przy szlaku, z kolei nie nadążając za myśleniem na tyle sprawnie, bym mogła pokonać powalone drzewo w choć trochę eleganckim stylu.

Gdy spotykamy turystów, którzy także dotarli do drzewa i zasadzki „niedźwiedzia” i jak my dali nogę, opanowanym już głosem tłumaczę, że właśnie trwa rykowisko jeleni (bo zdroworozsądkowe myślenie mnie już dogoniło) i nie ma się czego bać. Nie tylko z powodu „niedźwiedzia” był to kiepski dzień na wędrowanie, nawet prostymi trasami. Czasem lepiej odpuścić, zwiedzić muzeum, pomoczyć się w termach. Góry poczekają, a jelenie na rykowisku chcą mieć spokój!


Koniec ekspedycji „Zielony Staw jesienią w stylu alpejskim”

Uroda Podróży blog

Dziękuję za odwiedziny!
Pozdrawiam,

Beata

Przeczytaj także:

9 myśli w temacie “Wpadki podróżnicze”

  1. SUPLEMENT
    Dla osób o silnych nerwach. W moim krótkim wywodzie na temat Śmieciogóry zabrakło jeszcze opisu toalety na czarnogórskim promie . Trasa trajektu (prom) przecina bokę kotorską w poprzek . Można skrócić podróż ale trzeba się przygotować . Proponuję sprawy fizjologiczne załatwić przed lub po 15 minutowym rejsie. Na promie w cichym kątku nad bezmiarem błękitu stoi skrzyżowanie toi-toi’a z bunkrem partyzanckim marszałka Tito. Blaszana wygódka 90 na 90 centymetrów na dwumetrowego chłopa skorodowana od 30 letniego kontaktu z Adriatykiem i kontaktu z kilkoma pokoleniami „gości” . Zamknięcie blaszaną zasuwą o dziwo działa i otwiera przed nami swoje sekrety. Wewnątrz niegdyś białe ceramiczne okładziny czas przemalował na różne odcienie brązów a zaparcia i wiatry „gości” uszkodziły większość kafli. Skromne wyposażenie wucetu składa się z :konstrukcji zewnętrznej wucetu i … koniec
    Wewnątrz pośrodku podłogi przez otwór ok 20 centymetrowej średnicy można podziwiać ( bez wąchania ) życie adriatyckich głębin ; jak również można weń wycelować i sobie ulżyć, trzymając się drzwi jednocześnie pełnimy sami funkcję zasuwki. O braku papieru chyba nie muszę wspominać – za to jest jeden rekwizyt – stoi sobie skromnie w rogu . Jest to kijek / patyczek 6 centymetrów średnicy i 40 centymetrów długości. Ów patyczek służy jako spłuczka bez użycia H2O. Oczywiście używa się patyczka wyłącznie w przypadkach problemów z wycelowaniem do centrycznie usytuowanego otworu „grubszej” frakcji wucetowej. Niestety brak instrukcji obsługi patyczka spowodował że nie byłem w stanie ocenić na ani na oko ani na węch która strona patyczka to uchwyt a która to część „robocza” . Sądzę że przede mną wieloma gośćmi targały podobne dylematy, więc „część robocza” była wszędzie na patyczku. DOBRODOSLI U MONTENEGRU . WITAMY W MONTENEGRO.

    Polubienie

  2. A’propos tematu felietonu : nasze wrażania z Czarnogóry …..Ktoś napisał ,że Czarnogóra to „Perła Adriatyku” Ładnie brzmi , lecz zanim dotrzemy do prawdziwej perły , musimy pokonać twardą i oporną skorupę małża i przedrzeć sie przez wstrętne śluzowate wnętrze żyjątka . A perły wcale może tam nie być.Takie samo skojarzenie nasuwa mi nasz krótki pobyt kiedy okazało się, że prawda o Śmieciogórze jest nieco inna , dużo mniej romantyczna , bardziej cuchnąca , szara i wstrętna. No to wjeżdżamy . Zapraszam :
    Wygodniej od chorwackiej strony , przejście graniczne w Prljevor nic oprócz kolejki na granicy i nerwowych skrupulatnych chorwackich celników nie zapowiada Armageddonu . Kilkadziesiąt metrów dalej okazuje sie ,ze ktoś złośliwie przebudował scenografie : zamiast kontynuacji magistrali adriatyckiej witają nas swojskie dziury , wraki *Zastaw* w rowach , sterty śmieci , kurz i dziwny zapach kojarzący się z oborą . Aaa to przedmieścia Herceg Novi . Śmierdzi nawet z włączoną klimatyzacją. Już myśleliśmy , że słynne serki hercyńskie ze swoim specyficznym fetorkiem mają przodków w tym mieście ale nie – to z przerdzewiałych kontenerów na śmieci , nie wywożonych od wiosny wycieka płynno-żelowe medium w kolorze khaki . Wszystko jasne . Miasto bure , brudne z dominującym w tle portem ,pordzewiałymi żurawiami i stojącymi na redzie , gnijącymi od 1954 roku resztkami statków. I te dziury w jezdni , jedziemy slalomem , wzdłuż wydeptanych w kurzu „chodników” sterty worków ze śmieciami oraz tzw „resztek organicznych luzem” Szare liście , szare dachy , szare samochody . Tu musi być cementownia – pierwsze skojarzenie , albo od kilku dni nie padało – to drugie co się nasuwa. Na szczęście nie tu planujemy pobyt , bo miasto nie zachęca , być może starówka jest warta obejrzenia ale musimy się oswoić i na razie nie ryzykujemy. Znów chyba Adriatyk z prawej burty , szary i mętny , zapachu nie czuć , może i dobrze .
    Tłumaczymy sobie widoki syndromem `dużego przygranicznego miasta ` pocieszając się że przed nami Boka, Kotor , Budva i cel podrózy Sv. Stevan.
    Za szybami szybko przesuwają się piękne krajobrazy : majestatyczne góry , wysepki na środku Boki , promy i jachty na wodzie, miasteczka i osady. Mijamy Perast, Kotor i Budve, z przeświadczeniem że je odwiedzimy w czasie pobytu . Sv Stefan – w końcu piękna wysepka w zachodzącym słońcu połączona kamienną groblą z lądem wygląda prawie jak w przewodniku . `Prawie – robi jednak wielką różnicę’ Zatrzymujemy się zapytać o drogę na wąskiej uliczce przy straganie z owocami . Śmierdzi – jak to przy straganie z owocami w 35 stopniowy upał – ludzie super mili i uczynni , ` Nyszto Ne ma problema ` pomogli znaleźć adres , zadzwonili – pełna kultura . Zaaferowani poszukiwaniem pensjonatu po chwili dopiero zorientowaliśmy się ,że ten zapach spod sklepu z owocami wypełnia całe miasto a góry śmieci w workach i `resztki organiczne luzem’ to ichniejsza `specialite de la Maison’ .Są wszędzie ,na chodnikach , schodach, pod fasadami domów ,przed sklepami , wszędzie również ten specyficzny oborowy smrodek . Wąskie uliczki są zatłoczone – każdy gdzieś jedzie samochodem , każdy samochód przekracza poziom emisji CO2 , kurz i brud są wszędzie , smród się ciągnie nad nami jak nad pułkiem krasnoarmiejców , okej ale to miasto , dużo ludzi , to musi być brudno . Małe problemy z zakwaterowaniem skłaniają nas do pójścia na plażę – kilkadziesiąt zaśmieconych , posikanych schodów prowadzi nad morze , kilkanaście metrów szkła , petów , pampersów i `resztek organicznych luzem’ plus dwa metry szarego kożucha przy brzegu i osiągnęliśmy Adriatyk . Nasz pies – myśliwy poczuł wodę – wpadł rozpędzony potaplał się rozkosznie , ochłodził i wyszedł . Kurza melodia wszedł biały a wyszedł czarnozielony z kołnierzem z piany . Pomocy gdzie prysznic?? – jest – kran – działa – odkręcam – trochę rura dudni – trochę prycha powietrzem z rury – w końcu chlup – rzygło rudym śmierdzącym kleikiem – potem już woda – ufffff.
    Wódki !!!, muszę się napić , musimy ochłonąć z wrażeń i coś zadecydować Masz szczepienia? Nie mam , a tabletki do odkażania wody? Nie mam. Grabie do wygrabienia śmieci na plaży? Nie mam . Buty do Adriatyku szkłoodporne? Nie mam. Papierosa? Mam. Zostajemy? – Zwariowałeś? Pokój na jedną noc i zarządzamy ewakuację. Znów mili ludzie – tym razem Serbowie pomagają znaleźć nocleg . Tani , wygląda na przyzwoity, jest toaleta i prysznic z zimną wodą ale jest . Parking przed domem , uczynni Serbowie pomogli oczyścić miejsce na samochód ze śmieci w workach , oraz starej wyrzuconej lodówki `resztek organicznych luzem ` – nie ruszaliśmy. OK. auto stoi. Odpalamy kuchenką ( własną ) kawa (własna), kolacja ( własna) Wódka z Serbami (ich) – Fajni ludzie. Budzik na którą? Na piątą , byle szybciej stąd ucieknijmy.
    W nocy coś gryzie – komary czy muszki ? Światło – nie ma komarów ani muszek – są pchły – prawdziwe jak w książce do biologii – nie no to już lekka przesada . Która godzina 4.40 . Pakujemy się . Spacer z psem .Śmierdzi od rana . Z worków ze śmieciami i z `resztek organicznych luzem’ pies na smyczy
    Nieeee do morza nie wolno. Sikaj i spadamy. Promem będzie szybciej . Granica
    Nerwowi skrupulatni chorwaccy celnicy , duża kolejka wracających z Montenegro – jak wrażenia z urlopu ? Pytamy Polaków- Aaaaa jeszcze w trakcie – dyplomatycznie Pani odpowie. To znaczy – jesteśmy dociekliwi ?? Bo my uciekamy przed epidemią……itp. To rozwiązuje język , młode małżeństwo z dziećmi też wczoraj przybyło na wymarzony urlop . I o świcie już jesteście na granicy ?? Tak – nastawiliśmy budzik na 5.00 – `nie uwierzycie’….. zaczyna Pani
    Uwierzymy . Widzieliśmy na własne oczy , poczuliśmy przez własne nosy , i skóra swędzi do teraz.
    Ktoś znowu przebudował scenografie…. to już Chorwacja . Kilkanaście kilometrów Cavtat stajemy ochłonąć . Siadamy w białych szortach na pachnącym chodniku , że aż można z niego jeść….. Więc ?. Kawa i śniadanie nad krystalicznym Jadranem na chodniku. ` Nyszto Ne ma problema `
    Ja tam byłem , miodu i wina nie piłem a co widziałem to Wam opisałem `

    Polubienie

    1. „Masz szczepienia? Nie mam , a tabletki do odkażania wody? Nie mam. Grabie do wygrabienia śmieci na plaży? Nie mam . Buty do Adriatyku szkłoodporne? Nie mam. Papierosa? Mam. ” Okazuje się, że w podróży, trzeba być faktycznie przygotowanym na różne ewentualności 😉 A tak szczerze, to nie zazdroszczę – często taki urlop jest wymarzony, wyczekany i chcemy najzwyczajniej w świecie odpocząć, cieszyć się krajobrazami, pogodą! 🙂 Takich przygód oby jak najmniej!

      Polubienie

  3. Później takie sytuacje wspomina się z uśmiechem, ale w czasie ich trwania nigdy nie jest mi do śmiechu 😜 zgubiony bagaż, pomylenie przystanku, z którego odjeżdżał autobus czy zgubienie się na quadzie w środku nocy to tylko przykłady moich wpadek 😉

    Polubione przez 1 osoba

  4. Wczoraj z wolnym czasem było kiepsko, więc zostawiłam tu tylko lajka. Dziś komentarz. Biedni wy! Chociaż… patrząc na wszystko z perspektywy czasu, można się pośmiać 🙂
    Celem moich podróży od mnóstwa lat są różne miejsca w Skanii, pamiętam jednak wypad (wieki temu) do Kołobrzegu z przyjaciółką. Przed wyjazdem wypożyczylysmy sobie namiot i materace dmuchane. Z szerokimi uśmiechami na twarzach ruszyłyśmy w drogę. Po pierwszej nocy na kempingu okazało się, że materace nie trzymają powietrza. Podczas drugiej nocy, po ulewnym deszczu, odkryłyśmy w namiocie dość dużą dziurę. Z tego wniosek taki, że przed podróżą sprzęt turystyczny trzeba dokładnie sprawdzić…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Takie sytuacje chyba najbardziej zapadają w pamięć… Po latach faktycznie wspominamy ze śmiechem 😊pewnie podobnie jak Ty swoją przygodę pod dziurawym namiotem… ☺️ Ze sprzętem niestety często tak bywa, że odmawia współpracy. Dzięki serdeczne za odwiedziny!

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s