Morawy rowerem

Czechy – Morawy rowerem – cz. 1

Czeskie Morawy kuszą rowerzystów pocztówkowymi widokami. Tym razem wybraliśmy się właśnie do południowych sąsiadów na wyprawę rowerową po Wołoszczyźnie Morawskiej.

Ostrawa i okolice

Morawskie trasy rowerowe przyciągają cyklistów świetnym znakowaniem (żółte tabliczki z numerami tras!) i przede wszystkim widokami, które wielu porównuje z toskańskimi. Nasza przygoda rowerowa z Morawami zaczęła się na katowickim dworcu. Zależało nam ta tym, żeby jak najszybciej wyjechać na czeskie ścieżki w kraju (pol. województwie) morawsko-śląskim. Bilet Kolei Śląskich do Bohumina na przewóz swojej osoby i roweru można kupić w cenie obiadu. Z czeskiego Bohumina ruszyliśmy w stronę Ostrawy i dalej na południe.††


Ostrawa, obserwowana zza kierownicy rowerowej, pozostanie dla mnie miastem kontrastów. Jadąc w 35-stopniowym upale, uciekałam myślami do rześkiej wody, w której całe rodziny spędzały sobotnie popołudnie. Ta sama Ostrawa ma też ciemniejsze oblicze, jak osiedla romskie na obrzeżach. Przejeżdżając przez jedno z nich i obserwując dzieci, dla których jedyną atrakcją i miejscem zabawy były wysychające kałuże, nie czułam niepokoju czy strachu. Raczej żal (do kogo?) o to, że prawdopodobnie za kilka lat z braku innych perspektyw zajmą miejsce rodziców i stojących nieopodal bezczynnie pod walącym się blokiem.

Przez Hukvaldy do Frenstatu pod Radhostem

Opuszczamy Ostrawę, kierując się zgodnie ze wskazaniami nawigacji Mapy.cz w kierunku Frenstadu pod Radhostem. Morawskie krajobrazy w tym rejonie zaczynają uwodzić, a krajobraz – falować. Zatrzymujemy się na późny obiad w miejscowości Hukvaldy, która klimatem przypomina mi małe austriackie miasteczka. Stąd jeszcze około 11 km, jeden dość stromy podjazd i ostatkiem sił docieram do Frenstatu pod Radhostem.


Okolice miejsowości Hukvaldy

Valassko

Jeżeli kiedykolwiek w nazwie, na mapie, w przewodniku zobaczycie nazwę Valassko, wiedzcie, że płasko to tam nie będzie.

Wołoszczyzna Morawska

Jeżeli kiedykolwiek w nazwie, na mapie, w przewodniku zobaczycie nazwę Valassko, wiedzcie, że płasko to tam nie będzie. Naszym pierwszym przystankiem w trakcie morawskiej przygody był camping Valasska Rychta. Filolog-podróżnik (czyli ja) powinien od razu skojarzyć tę nazwę z Wołosami i spodziewać się większych podjazdów. Byłam jednak tak podekscytowana pierwszym tak długim wyjazdem rowerowym z sakwami, że niespecjalnie analizowałam profil wysokościowy trasy. Granice Wołoszczyzny Morawskiej (ang. Moravian Wallachia) są raczej umowne, a wśród najważniejszych miast wymienia się: Nowy Jiczyn, Frenstat pod Radhostěm, Valasské Mezirici, Vsetin i Roznov pod Radhostem. Co wspólnego ma ta kraina z Wołosami? Jak podają mądre źródła, Wołosi w części, obok Słowian, zasiedlali dawniej te rejony. Wołoską przeszłość odnajdziemy choćby w nazwach Valasska Bystrice, Valasska Polanka. No to ruszamy do tej wołoskiej krainy. 

Wołoszczyzna Morawska -rowerem

Rowerem śladami Wołosów

Opuściwszy Frenstat, zostawiamy za sobą kraj śląsko-morawski i poznajemy uroki wołoskiej krainy. Cel mimo wszystko wyznaczamy ambitny: dojechać do Luhacovic, znanego uzdrowiska. To przecież około 80 km, a takie trasy pokonujemy często. Pierwszy podjazd sugeruje co innego, a serpentyny zdają się nie kończyć. Długie zjazdy, owszem, dają odpocząć i ale zaraz potem jest kolejne przewyższenie. Łukiem okrążamy Velky Javornik (917 m n.p.m.), którego wieża przypomina tę na Lubaniu.

Velky Javornik, Morawy rowerem

W miejscowości Roznov pod Radhostem o godz. 12 (!) pochłaniamy pizzę i postanawiamy jechać dalej do miejscowości Hovezi. Jakaś pomyłka trasy i wyjeżdżamy w pobliżu domu lokalnych górali. Czara goryczy przelewa się wraz z mlekiem rozlanym w sakwie, w dodatku zza zakrętu wygląda kolejny podjazd.  

Ride or die?

Ale Mapy.cz (w Czechach nie ma możliwości wyznaczenia tras rowerowych za pomocą map Google) podpowiadają, że potem będzie już łatwiej. I jest – długie kilometry bez jednego ruszenia stopą, mijamy kolejne miejscowości, przysiadamy w malowniczym Vsetinie w parku, a dalej wzniesienia zamieniają się w falujące pagórki, pozwalając tym samym odpocząć.

Spokojna ścieżka rowerowa wzdłuż rzeki Becvy (żadnych przewyższeń, uff!) prowadzi nas do campingu U Splavu w miejscowości Hovezi. Dziś dalej nie jedziemy. Zostaje tort Sachera i kilka zdjęć na osłodę.



W drugiej części napiszę więcej o Morawach i najbardziej znanej miejscowości uzdrowiskowej – Luhacovicach. Podam też informacje praktyczne dotyczące podróżowania po Czechach 🙂

Uroda Podróży blog

Dziękuję za odwiedziny!
Pozdrawiam,

Beata

4 myśli w temacie “Czechy – Morawy rowerem – cz. 1”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s