Islandia: Reykjavik i Złoty Krąg

Islandia i Reykjavik – co w nich tak przyciąga? Islandia jest jak rasowa zołza. Gotuje się w środku, w każdej chwili zdolna wybuchnąć. Ale pokazuje twarz pełną spokoju, a może nawet monotonii i nudy. I daje tyle, ile sama chce. Uwiedzie przebłyskiem słońca zza chmur i namaluje Ci tęczę przy wodospadzie… żeby za chwilę rzucić w twarz żwirem i wiatrem, dosłownie zapierając dech. Jest lód i jest ogień. Więc jest chemia. 

Czytaj dalej „Islandia: Reykjavik i Złoty Krąg”

Jezioro Bohinj w Słowenii

Słoweńskie jeziora: Bohinj i Bled od dawna były na mojej podróżniczej liście marzeń. Pierwsze z nich opisywane jest w przewodnikach jako dzikie, nieskomercjalizowane i mniej dostępne. Czy tak jest faktycznie? Przeczytajcie, czy warto pojechać nad Bohinj i co zobaczyć w okolicy. 

Bohinj – to nazwa nie tylko pięknego polodowcowego jeziora, lecz także całego słoweńskiego regionu. Dla mnie nazwa Bohinj skrywa także przestrogę: jak najczęściej zadawaj sobie pytanie “Co, jeśli…?” Na przykład: co, jeśli na campingu nie będzie wolnych miejsc?

Bohinj – campingi

Nad jezioro Bohinj jechałam z głową pełną kadrów zdjęć wykonanych o złotej godzinie, którą zwykle przesypiam. Jako miejsce noclegu wybraliśmy camping Zlatorog w miejscowości Ukanc. 

Mówi się (nie bez przesady), że Zlatorog to najpiękniej położony camping w całej Słowenii. Na campingu marzeń przywitała nas jednak kartka z napisem

Sorry, we are full

Aby nie było wątpliwości i uprzedzając moje pytanie, pod spodem dowieszono dopisek “Also for small tents”. Miałam nieodparte wrażenie, że kartka wisi tam dość długo.

Camping Zlatorog, widok z plaży

Wróciliśmy więc do mijanej wcześniej miejscowości Bohińska Bystrzyca. Znajduje się tam camping Danica, którego wcześniej nie brałam pod uwagę – niesłusznie. To urocze miejsce położone nad rzeką, zapewniające amatorom nocowania pod namiotem niewyobrażalne (wg mojej skali) luksusy. Są tu herbarium, piekarenka i łazienki jak w wielogwiazdkowym hotelu. Pogoda w sierpniowe popołudnie nie różniła się od tej nad Balatonem, skąd przyjechaliśmy. 32 stopnie w powietrzu i dziesiątki kąpiących się w jeziorze oraz korzystne prognozy uśpiły naszą czujność i nie padło pytanie: “A co, jeśli pogoda się zmieni?”.  

Bohinjska Bystrzyca  

Pierwszy dzień, a właściwie późne popołudnie spędziliśmy w miejscowości Bohinjska Bystrzyca. Kościółkami, wieżyczkami, pelargoniami w oknach i wszechobecnym ładem oraz spokojem może konkurować z miasteczkami austriackimi. Do tego jest malowniczo położona nad rzeką Sava Bohinjska. Bystrzyca jest największą miejscowością w okolicy, ale niech nie zwiedzie Was słowo “Największa”. Jej urok polega właśnie na tym, że nie jest zapełniona sklepami, kramami, restauracjami czy sklepami z pamiątkami. Znajdziemy tu kilka klimatycznych restauracji, gdzie można spróbować wyśmienitego słoweńskiego wina. Są też Intersport, Mercator i Spar, więc zakupy pierwszej potrzeby (w naszym przypadku był to rozkładany stołeczek) zrobimy bez problemu. 

Camping Danica - widok na góry
Okolice campingu Danica

Bohinj – jak dojechać? 

Początkowo obawiałam się, że odległość campingu Danica od jeziora będzie problemem.  Miejscowość jest jednak doskonale skomunikowana z okolicami jeziora. Musicie wyobrazić sobie moje zaskoczenie, gdy w recepcji campingu otrzymaliśmy ulotkę z rozkładami jazdy bezpłatnych autobusów. Darmowa komunikacja jest dostępna dla wszystkich. Czy może być lepsza zachęta, by zostawić własny samochód i chronić unikatowe przyrodniczo okolice jeziora? Tak też uczyniliśmy i kolejnego dnia po przyjeździe ruszyliśmy komunikacją miejską nad jezioro. 

Jezioro Bohinj 

Jezioro Bohinj było naszym głównym celem. Piękne otoczenie Alp Julijskich i Triglavskiego Parku Narodowego sprawia, że miejsce przyciąga wielu turystów. Stwierdzenie, jakie można znaleźć w przewodnikach: Bled skomercjalizowany, a Bohinj dziki i niedostępny, jest już chyba nieaktualne. Tego sierpniowego dnia, w przeciwieństwie do dnia poprzedniego, okolice jeziora trochę się wyludniły. Proporcjonalnie do liczby chmur na niebie i spadającej liczby kresek na termometrze. Nie zmartwiło nas to zbytnio. Nieświadomi zbliżającej się zmiany pogody postanowiliśmy obejść jezioro dookoła.


Widok na jezioro Bohinj

Jezioro Bohinj – co zobaczyć?

Dookoła jeziora Bohinj

Wokół jeziora Bohinj prowadzi ścieżka widokowa. Pierwszym miejscem, które warto odwiedzić, jest kościół św. Jana w miejscowości Ribcev Laz. W tej właśnie miejscowości wysiedliśmy, a następnie ruszyliśmy dalej ścieżką. Niedaleko znajduje się restauracja Kramar z pięknym tarasem widokowym.

Robimy tu przerwę na kawę. Co zaskakuje mnie najbardziej? Przejrzystość wody… i jej kolor. Woda w jeziorze Bohinj jest turkusowoniebieska i tak przejrzysta, że widać ryby pływające tuż przy brzegu.


Przyroda jeziora Bohinj
Przejrzysta woda w jeziorze Bohinj
Mewa nad jeziorem
Ścieżka dookoła jeziora

Przy ścieżce co jakiś czas natrafiamy na fiołki alpejskie, które rosną tu sobie jakby nigdy nic, na przekór naszemu zdziwieniu. Całość spaceru wokół jeziora (12 km) zajmuje około 3 godzin i jest to trasa niewymagająca, którą moim zdaniem każdy pokona bez problemu.


Fiołki alpejskie nad jeziorem Bohinj

Plaże nad jeziorem Bohinj

Gdy zobaczyłam jezioro Bohinj po raz pierwszy – nim zostaliśmy odprawieni z kwitkiem z campingu – pierwszym, na co zwróciłam uwagę, byli plażujący tu i tam szczęśliwcy. Było ponad 30 stopni, na naszym liczniku przejechane 400 km, a w żołądku pustki. Obiecałam sobie, że wrócę koniecznie poplażować nad jezioro Bohinj. Tu powinno paść kolejne. „A co, jeśli później nie będzie okazji?”. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się to nadrobić. Motywacją jest dla mnie to zdjęcie:


Jezioro Bohinj - kąpiel

W okolicy restauracji Kramar wiele osób wypoczywa na kocach i choć nie ma tu typowej plaży, łatwo znaleźć kawałek ziemi tylko dla siebie. Większa plaża znajduje się przy campingu Zlatorog.


Jezioro Bohinj - plaża
Plaża przy campingu Zlatorog

Bohinj – pogoda

Może nie najlepsza ze mnie pogodynka, ale doświadczenie uczy: wybierając się nad Bohinj, lepiej mieć plan B, a nawet C i D. Bohinj leży na styku ścierających się frontów z dwóch regionów. Gdy byliśmy w Lublanie, ludzie pytali nas, czy byliśmy nad jeziorem Bohinj. Gdy psuje się tam pogoda, dla Słoweńców znaczy to jedno: będzie lało wszędzie.

W ciągu doby od naszego przyjazdu, jak to bywa w górach, pogoda zmieniła się diametralnie. Zamiast tropikalnych upałów i planowanego trekkingu czekało nas obserwowanie ekspansji kałuży przy namiocie i upewnianie, że nie wlewa się do środka. Nie mam zdjęcia obrazującego rozmiar tej katastrofy pogodowej, więc na koniec na zachętę do odwiedzenia Słowenii zostawiam coś optymistycznego z pierwszego dnia pobytu:


Camping Danica, widok na góry
Widok z campingu Danica

Dziękuję za odwiedziny!

Tihany

Tihany nad Balatonem – kraina lawendy

Półwysep Tihany oraz miasteczko o tej samej nazwie to jedne z najpiękniejszych miejsc nad Balatonem. Tihany to również węgierska kraina lawendy. Jej zapach towarzyszy nam na każdym kroku w trakcie zwiedzania, a nawet długo, długo później. Co warto zobaczyć w Tihany?

Półwysep Tihany nad Balatonem 

Balaton miał być dla nas krótkim przystankiem w trakcie podróży do Słowenii. Spodziewaliśmy się, że Węgry przywitają nas ciepło. Nie sądziliśmy jednak, że tak… gorąco! Pogoda nad Balatonem oraz temperatury niespadające w sierpniu poniżej 32 stopni zaskoczyły nas równie mocno, co późniejsze słoweńskie deszcze. Po rozgoszczeniu się na campingu w miejscowości Revfulopp kolejnego dnia ruszyliśmy w stronę półwyspu Tihany położonego na północnym brzegu Balatonu. Wzdłuż całego północnego wybrzeża w stronę półwyspu prowadzi droga nr 71. Do Tihany można dojechać także rowerem, gdyż wzdłuż wspomnianej drogi poprowadzona jest malownicza ścieżka rowerowa Balatoni Korut. Sam półwysep wcina się znacznie w głąb jeziora, dzięki czemu widok z Tihany uznaje się za najpiękniejszy nad całym Balatonem. 

Widoki Tihany nad Balatonem

Dlaczego węgierskie morze?

Lawendowe miasteczko to miłe doznania nie tylko dla nosa, ale przede wszystkim dla oczu. Rozciąga się stąd jeden z najpiękniejszych widoków na Balaton. Z bliska mętnoszary, mieni się tu wszystkimi odcieniami turkusu. To właśnie w Tihany łatwo można przekonać się, dlaczego Balaton bywa nazywany węgierskim morzem”
Tihany Balaton

Tihany pełne lawendy 

Lawendowa nuta wpływa pozytywnie na nastrój, uspokaja, wycisza, a sama lawenda jest od dawna stosowana w medycynie. Zakochani w lawendzie podróżują do Prowansji, pola lawendowe porastają też chorwacką wyspę Hvar. Na szczęście nie trzeba jechać tak daleko, by poczuć dobroczynne działanie tej niepozornej rośliny o fioletowych kwiatach. Węgierski półwysep także ma swoją krainę lawendy – jest nią właśnie Tihany, gdzie lawendę sprowadził z Francji w latach 20. XX w. zielarz i farmakolog Gyula Bittera. Ponieważ roślinie tej nie potrzeba wiele, wulkaniczne gleby nad gorącym Balatonem okazały się dla niej bardzo gościnne. Nawet jeśli traficie do Tihany po zbiorach kwiatostanów (zwykle w czerwcu i towarzyszy im prawdziwe lawendowe święto) – nic straconego. Lawendowy aromat i tak jest obecny w całym miasteczku, a to za sprawą wyrobów, z których słynie Tihany.



Znajdziemy tu m.in. lawendowe kosmetyki, słodycze, suszoną lawendę, pałeczki lawendowe, a nawet lawendowe piwo. Także w kawiarniach w Tihany lawenda nie odstępuje nas na krok. Zamówimy tam m.in. kawę z syropem lawendowym, a gdyby ktoś jeszcze czuł niedosyt – także lawendowe ciasto.


W mieście działa kilka punktów, w których możemy dowiedzieć się więcej o lawendowej historii Tihany – jednym z nich jest Lavendula Haz (czyli lawendowy dom). Polecam odwiedzić także Tihanyi Levendula Manufakturę, lawendowe królestwo, w którym znajdują się sklepik i minimuzeum. Inną ze znanych atrakcji Tihany jest Paprika Haz – dom cały w papryce. 

Co zobaczyć w Tihany? 

Lawendowe miasteczko to miłe doznania nie tylko dla nosa, ale przede wszystkim dla oczu. Rozciąga się stąd jeden z najpiękniejszych widoków na „węgierskie morze”. Balaton, z bliska mętnoszary, mieni się tu wszystkimi odcieniami turkusu. Co zobaczyć w Tihany? Zwiedzanie tej niewielkiej, ale pięknej miejscowości to przede wszystkim spacery wśród urokliwych uliczek, w których kryją się sklepy z lokalnymi wyrobami. Królują tu oczywiście papryka i lawenda.



Jednak miejscem, do którego zdają się prowadzić wszystkie ścieżki, jest widokowa promenada. To bez wątpienia największa atrakcja Tihany, co przekłada się na liczbę spacerujących i zasłyszanych języków. Promenada wiedzie od opactwa Benedyktynów po Molo Cafe. Widok z tej pięknie położonej kawiarni nie ustępuje greckim krajobrazom, a cień na tarasie pozwala obserwować białe żagle sunące leniwie po tafli jeziora. Cień – tego w lawendowym miasteczku brakuje najbardziej! W Tihany upalna pogoda oraz lokalizacja na wzgórzu (brak chłodnej bryzy) mogą być przeszkodą w zwiedzaniu nawet dla największych poszukiwaczy piękna.


Tihany Balaton
Tihany, Balaton

W poszukiwaniu ochłody warto zejść zielonym szlakiem do mariny i pospacerować po molo. Po drodze zobaczymy piękne wille – niektóre kryte strzechą, inne w stylu modernistycznym. Wszystkie jednak współgrające z urodą tego miejsca. Niedaleko mariny znajduje się Varosi Strand, miejska plaża – w Tihany, podobnie jak w wielu miejscowościach nad Balatonem, jest ona płatna. W drodze powrotnej czeka nas marsz pod górę – tu, jak zresztą w trakcie całego zwiedzania Tihany, pomocny okaże się zapas wody.



Informacje praktyczne 

Tihany – gdzie parkować? 

Na parkingach w Tihany zobaczymy auta o tablicach rejestracyjnych z całej Europy, których właściciele zapełniają miejsca parkingowe w niesamowitym wręcz tempie. Na szczęście w miasteczku są liczne drogowskazy naprowadzające na parkingi, a pierwsze z nich znajdują się zaraz przy wjeździe do centrum. Opłata za parking wynosi ok. 300-450 HUF za godzinę. Im bliżej centrum, tym wyższa cena pozostawienia samochodu, a cena parkowania za cały dzień to około 1200 HUF. Bilet na parking wykupujemy w parkometrze – te w zależności od modelu akceptują monety / monety oraz banknoty. Większość urządzeń przyjmuje forinty, ale niektóre także euro. Warto mieć zapas każdej waluty, by przygotować się na wszystkie opcje. 

Tihany – gdzie zjeść? 

Tihany przywodzi mi na myśl nasz nadbałtycki Sopot. Miasteczko pełne jest restauracji i kawiarni. Większość z nich, szczególnie w miejscach widokowych – zaoferuje nam dania w cenach około 2000-3000 forintów. W podróżowaniu po Węgrzech najbardziej lubię to, że można tam zjeść smacznie, ale też tanio. W Tihany jako opcję ekonomiczną mogę polecić knajpkę przy jednym z parkingów.


Za łączną sumę 1500 HUF udało nam się zamówić tam porcje dla dwóch osób. Węgierskie kiełbaski oraz frytki (wiem, wiem, że niezdrowo) w zupełności wystarczyły, by przetrwać w niemiłosiernym upale. Również przy marinie można niedrogo kupić langosza czy paprykowaną kiełbaskę w podobnej cenie.  

Moja opinia o Tihany 

Tihany Balaton

Choć na ulicach miasteczka próżno szukać ciszy, a czasu na fotografowanie mamy tyle, ile dadzą nam wyrozumiali, spacerujący promenadą turyści, warto pojechać do Tihany. Choćby po to, by mieć własne zdanie co do tego, czy słusznie uznaje się je za najpiękniejsze nad Balatonem. Są takie miejsca, do których myśli uciekają zza biurka, pokonują setki kilometrów nawet kilka miesięcy po urlopie. Takie wspomnienia odtwarzane w myślach w kółko jak ulubiony kawałek. Dla mnie Tihany, podobnie jak włoskie jezioro Como, z pewnością będzie jednym z takich właśnie miejsc. Wystarczyły dwa tygodnie, deszcz w słoweńskich górach i znów patrzyłam na turkusowe wody, wdychając zapach lawendy.

Dziękuję za odwiedziny!

Podobne wpisy: