Fotograficzne podsumowanie 2019

Jaki był rok 2019?

Rok zmian i ważnych decyzji. Zawodowych, ale też tych podróżniczych – pełen spełniania marzeń. Odważyłam się pierwszy raz wyjechać do Austrii na narciarski urlop, a urlop letni nad Balatonem i w Słowenii spędziłam pierwszy raz w całości pod namiotem. I choć pierwszy raz byłam również na wyprawie rowerowej za granicą, to właśnie wtedy po raz któryś z kolei zakochałam się w Czechach za sprawą kilkudniowej objazdówki po Morawach. Spełniłam marzenia o wyjeździe do krainy lodu i ognia i zobaczeniu najpiękniej położonego kościółka w Słowenii nad jeziorem Bled. Czego brakuje w tym zestawieniu? Z pewnością zauważycie brak Tatr, które wymykały się nam za każdym razem, gdy planowaliśmy pobyt na Podhalu. Cóż, mówią, że nie można mieć wszystkiego… choć czasami zastanawiam się: dlaczego nie? Być może to dobre postanowienie na rok 2020. Jak najczęściej zadawać sobie pytanie „dlaczego nie?” i pakować plecak, gdy tylko się da. Poniżej 365 dni minionego roku w 12 fotografiach.


Tyrol, Austria,

Austria, Tyrol

Bajkowa zima? Kraina Narni? Nic bardziej mylnego. W Tyrolu kilka tygodni wcześniej panował stan klęski żywiołowej, a zima na początku roku pokazała swoje groźne oblicze.

Zobacz: Austria, Narty w Hopfgarten

Nijmegen, Leur-Vent

Holandia, Nijmegen

Półwysep Leur-Vent na rzece Waal. Chroni miasto przed powodziami, które w przeszłości często nawiedzały Nijmegen. Jest też lubianym miejscem spacerowym i widokowym. Nijmegen odwiedziłam w lutym i wtedy też zobaczyłam pierwsze oznaki zbliżającej się wiosny – rozkwitające w Holandii krokusy.

Zobacz: Co zwiedzić w Nijmegen?

Pustynia Błędowska, Róża Wiatrów

Pustynia Błędowska

Pustynia Błędowska przyciąga krajobrazem przypominającym nadbałtyckie wydmy. Róża Wiatrów to popularny przystanek rowerzystów i często obierany punkt wycieczek.

Zobacz: Pustynia Błędowska rowerem

Drewniany kościółek, skansen w Wygiełzowie

Wygiełzów, skansen

Wiosna na dobre zabrzęczała w ogrodach skansenu w Wygiełzowie. Małopolski skansen wraz z nieodległym zamkiem Lipowiec zachwycą każdego, kto szuka spokoju i kontaktu z przyrodą.

Zobacz: Zamek Lipowiec i skansen w Wygiełzowie

Morawy rowerem

Czechy, Morawy

Morawy zgotowały nam naprawdę gorące przyjęcie – i nie chodzi tylko o gościnność, pyszne jedzenie i sielskie krajobrazy małych miejscowości mijanych w trasie. Czerwiec 2019 upłynął pod znakiem rekordowych upałów nie tylko w Polsce.

Zobacz: Morawy rowerem

Pola makowe, Mikołów

Mikołów, pola makowe

Z czym kojarzy się polskie lato? Dla mnie ma kolor maków, które przypominają mi wakacje z dzieciństwa i wyjazdy w rodzinne strony w Łódzkiem. Śląsk też pełen jest zielonych miejsc – jedno z nich odkryłam w pobliżu Ogrodu Botanicznego w Mikołowie.

Zobacz: Śląsk, zielone miejsca

Węgry, Badacsony - Balaton

Węgry, Balaton

Węgierskie morze i jego widoki to najbardziej uspokajające wspomnienia minionego roku. Winiarski rejon Badacsony i jego bogactwa oraz tropikalne temperatury to przepis na urlop (chyba) idealny.

Zobacz: Tihany nad Balatonem, kraina lawendy

Widok na jezioro Bled

Słowenia, jezioro Bled

Bledzka wysepka kiedyś była siedzibą słowiańskiej bogini Żivy. Obecnie znajduje się tam jeden z najpiękniej położonych, a na pewno najczęściej fotografowanych kościołów.

Zobacz: Dookoła jeziora Bled

Tychy, Jezioro Paprocańskie

Popularne wśród tyszan „Papry”. Miejsce, które odwiedziłam niezliczoną ilość razy w latach licealnych. Mimo lat Jezioro Paprocańskie nie nudzi się i wciąż tam wracam, a najpiękniejsze są moim zdaniem jesienią. Na zdjęciu – październikowy wieczór przy przystani.

Islandia, wodospad Gullfoss

Islandia, wodospad Gullfoss

Islandia to jedno z tych miejsc na ziemi, którym nawet listopad nie jest w stanie odebrać uroku. Złoty Krąg i wodospady zlokalizowane w okolicy Reykjaviku, między innymi spektakularny Gullfoss, to przedsmak tego, co ma do zaoferowania wyspa lodu i ognia.

Zobacz: Islandia i Reykjavik

Malinowska Skała - widok

Beskid Śląski, Malinowska Skała

Beskid Śląski późną jesienią zaprasza niemal pustymi szlakami. Górskie wędrowanie po Beskidach jesienią 2019 można podsumować tak: dużo słońca, dużo nieba, dużo frajdy, mało ludzi.

Zobacz: Malinowska Skała

Nikiszowiec, Jarmark

Nikiszowiec, jarmark świąteczny

Uliczki Nikiszowca z roku na rok w trakcie jarmarku świątecznego coraz bardziej zatłoczone. Katowicka dzielnica przyciąga unikatową architekturą i dopracowaną oprawą.


Dziękuję za odwiedziny!

Tihany

Tihany nad Balatonem – kraina lawendy

Półwysep Tihany oraz miasteczko o tej samej nazwie to jedne z najpiękniejszych miejsc nad Balatonem. Tihany to również węgierska kraina lawendy. Jej zapach towarzyszy nam na każdym kroku w trakcie zwiedzania, a nawet długo, długo później. Co warto zobaczyć w Tihany?

Półwysep Tihany nad Balatonem 

Balaton miał być dla nas krótkim przystankiem w trakcie podróży do Słowenii. Spodziewaliśmy się, że Węgry przywitają nas ciepło. Nie sądziliśmy jednak, że tak… gorąco! Pogoda nad Balatonem oraz temperatury niespadające w sierpniu poniżej 32 stopni zaskoczyły nas równie mocno, co późniejsze słoweńskie deszcze. Po rozgoszczeniu się na campingu w miejscowości Revfulopp kolejnego dnia ruszyliśmy w stronę półwyspu Tihany położonego na północnym brzegu Balatonu. Wzdłuż całego północnego wybrzeża w stronę półwyspu prowadzi droga nr 71. Do Tihany można dojechać także rowerem, gdyż wzdłuż wspomnianej drogi poprowadzona jest malownicza ścieżka rowerowa Balatoni Korut. Sam półwysep wcina się znacznie w głąb jeziora, dzięki czemu widok z Tihany uznaje się za najpiękniejszy nad całym Balatonem. 

Widoki Tihany nad Balatonem

Dlaczego węgierskie morze?

Lawendowe miasteczko to miłe doznania nie tylko dla nosa, ale przede wszystkim dla oczu. Rozciąga się stąd jeden z najpiękniejszych widoków na Balaton. Z bliska mętnoszary, mieni się tu wszystkimi odcieniami turkusu. To właśnie w Tihany łatwo można przekonać się, dlaczego Balaton bywa nazywany węgierskim morzem”
Tihany Balaton

Tihany pełne lawendy 

Lawendowa nuta wpływa pozytywnie na nastrój, uspokaja, wycisza, a sama lawenda jest od dawna stosowana w medycynie. Zakochani w lawendzie podróżują do Prowansji, pola lawendowe porastają też chorwacką wyspę Hvar. Na szczęście nie trzeba jechać tak daleko, by poczuć dobroczynne działanie tej niepozornej rośliny o fioletowych kwiatach. Węgierski półwysep także ma swoją krainę lawendy – jest nią właśnie Tihany, gdzie lawendę sprowadził z Francji w latach 20. XX w. zielarz i farmakolog Gyula Bittera. Ponieważ roślinie tej nie potrzeba wiele, wulkaniczne gleby nad gorącym Balatonem okazały się dla niej bardzo gościnne. Nawet jeśli traficie do Tihany po zbiorach kwiatostanów (zwykle w czerwcu i towarzyszy im prawdziwe lawendowe święto) – nic straconego. Lawendowy aromat i tak jest obecny w całym miasteczku, a to za sprawą wyrobów, z których słynie Tihany.



Znajdziemy tu m.in. lawendowe kosmetyki, słodycze, suszoną lawendę, pałeczki lawendowe, a nawet lawendowe piwo. Także w kawiarniach w Tihany lawenda nie odstępuje nas na krok. Zamówimy tam m.in. kawę z syropem lawendowym, a gdyby ktoś jeszcze czuł niedosyt – także lawendowe ciasto.


W mieście działa kilka punktów, w których możemy dowiedzieć się więcej o lawendowej historii Tihany – jednym z nich jest Lavendula Haz (czyli lawendowy dom). Polecam odwiedzić także Tihanyi Levendula Manufakturę, lawendowe królestwo, w którym znajdują się sklepik i minimuzeum. Inną ze znanych atrakcji Tihany jest Paprika Haz – dom cały w papryce. 

Co zobaczyć w Tihany? 

Lawendowe miasteczko to miłe doznania nie tylko dla nosa, ale przede wszystkim dla oczu. Rozciąga się stąd jeden z najpiękniejszych widoków na „węgierskie morze”. Balaton, z bliska mętnoszary, mieni się tu wszystkimi odcieniami turkusu. Co zobaczyć w Tihany? Zwiedzanie tej niewielkiej, ale pięknej miejscowości to przede wszystkim spacery wśród urokliwych uliczek, w których kryją się sklepy z lokalnymi wyrobami. Królują tu oczywiście papryka i lawenda.



Jednak miejscem, do którego zdają się prowadzić wszystkie ścieżki, jest widokowa promenada. To bez wątpienia największa atrakcja Tihany, co przekłada się na liczbę spacerujących i zasłyszanych języków. Promenada wiedzie od opactwa Benedyktynów po Molo Cafe. Widok z tej pięknie położonej kawiarni nie ustępuje greckim krajobrazom, a cień na tarasie pozwala obserwować białe żagle sunące leniwie po tafli jeziora. Cień – tego w lawendowym miasteczku brakuje najbardziej! W Tihany upalna pogoda oraz lokalizacja na wzgórzu (brak chłodnej bryzy) mogą być przeszkodą w zwiedzaniu nawet dla największych poszukiwaczy piękna.


Tihany Balaton
Tihany, Balaton

W poszukiwaniu ochłody warto zejść zielonym szlakiem do mariny i pospacerować po molo. Po drodze zobaczymy piękne wille – niektóre kryte strzechą, inne w stylu modernistycznym. Wszystkie jednak współgrające z urodą tego miejsca. Niedaleko mariny znajduje się Varosi Strand, miejska plaża – w Tihany, podobnie jak w wielu miejscowościach nad Balatonem, jest ona płatna. W drodze powrotnej czeka nas marsz pod górę – tu, jak zresztą w trakcie całego zwiedzania Tihany, pomocny okaże się zapas wody.



Informacje praktyczne 

Tihany – gdzie parkować? 

Na parkingach w Tihany zobaczymy auta o tablicach rejestracyjnych z całej Europy, których właściciele zapełniają miejsca parkingowe w niesamowitym wręcz tempie. Na szczęście w miasteczku są liczne drogowskazy naprowadzające na parkingi, a pierwsze z nich znajdują się zaraz przy wjeździe do centrum. Opłata za parking wynosi ok. 300-450 HUF za godzinę. Im bliżej centrum, tym wyższa cena pozostawienia samochodu, a cena parkowania za cały dzień to około 1200 HUF. Bilet na parking wykupujemy w parkometrze – te w zależności od modelu akceptują monety / monety oraz banknoty. Większość urządzeń przyjmuje forinty, ale niektóre także euro. Warto mieć zapas każdej waluty, by przygotować się na wszystkie opcje. 

Tihany – gdzie zjeść? 

Tihany przywodzi mi na myśl nasz nadbałtycki Sopot. Miasteczko pełne jest restauracji i kawiarni. Większość z nich, szczególnie w miejscach widokowych – zaoferuje nam dania w cenach około 2000-3000 forintów. W podróżowaniu po Węgrzech najbardziej lubię to, że można tam zjeść smacznie, ale też tanio. W Tihany jako opcję ekonomiczną mogę polecić knajpkę przy jednym z parkingów.


Za łączną sumę 1500 HUF udało nam się zamówić tam porcje dla dwóch osób. Węgierskie kiełbaski oraz frytki (wiem, wiem, że niezdrowo) w zupełności wystarczyły, by przetrwać w niemiłosiernym upale. Również przy marinie można niedrogo kupić langosza czy paprykowaną kiełbaskę w podobnej cenie.  

Moja opinia o Tihany 

Tihany Balaton

Choć na ulicach miasteczka próżno szukać ciszy, a czasu na fotografowanie mamy tyle, ile dadzą nam wyrozumiali, spacerujący promenadą turyści, warto pojechać do Tihany. Choćby po to, by mieć własne zdanie co do tego, czy słusznie uznaje się je za najpiękniejsze nad Balatonem. Są takie miejsca, do których myśli uciekają zza biurka, pokonują setki kilometrów nawet kilka miesięcy po urlopie. Takie wspomnienia odtwarzane w myślach w kółko jak ulubiony kawałek. Dla mnie Tihany, podobnie jak włoskie jezioro Como, z pewnością będzie jednym z takich właśnie miejsc. Wystarczyły dwa tygodnie, deszcz w słoweńskich górach i znów patrzyłam na turkusowe wody, wdychając zapach lawendy.

Dziękuję za odwiedziny!

Podobne wpisy:

Rezerwat Przyrody Las Murckowski

Mikropodróże – rezerwat Las Murckowski

Rezerwat Przyrody Las Murckowski to ponad 100 hektarów lasów. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej… kilku jego metrom. Zapraszam w poświąteczną mikropodróż w paru fotografiach.

Czym są mikropodróże?

Ideą mikropodróży (ang. microadventures) jest odkrywanie miejsc, które znajdują się o krok, dwa od nas. Podróż taka kosztuje… nic albo niewiele więcej, a jedynym biletem jest nasza chęć przeżycia przygody. Amatorzy podróżowania w skali mikro biwakują w pobliżu swojego domu, na przykład w pobliskim lesie, słyszałam też o mikropodróżniku, który postanowił okrążyć swoje miasto pieszo kilkanaście razy. Jak widać, blisko nie musi oznaczać nudno. Dla mnie mikropodróżą jest każdy spacer po śląskich rezerwatach lub powrót z pracy na rowerze przez rozśpiewany las. Czasem zamiast iść prosto, skręcam w przygodę: sprawdzam, dokąd prowadzi ścieżka, którą mijałam wcześniej wiele razy – to też przygoda.


Podróż taka kosztuje… nic albo niewiele więcej

Rezerwat Przyrody Las Murckowski

Tak, Śląsk jest zielony. Na terenach aglomeracji kojarzonej głównie z wydobyciem węgla kiedyś rozciągała się prastara Puszcza Śląska, która z czasem z powodów cywilizacyjnych rozdzieliła się na mniejsze rejony – jednym z nich jest właśnie Rezerwat Przyrody Las Murckowski. Las mijany w pośpiechu drogą S86 łączącą Katowice i Bielsko skrywa w sobie przyrodnicze skarby, a widokowo bardzo przypomina Rezerwat Przyrody Segiet. To za sprawą starodrzewu, który w dużej mierze stanowi piękna buczyna. Pomniki przyrody, rudziki, dzięcioły – czasem stada saren i zające szaraki przecinające naszą drogę – wszystko to na 100 hektarach rezerwatu. Gdy ruszyliśmy ostatnio na rowerach w naszą mikropodróż po Lasach Murckowskich, miejsce, które mijaliśmy kiedyś wiele razy, postanowiło mnie zatrzymać. Ot, stary konar i parę kwiatów. Jak sprawiły, że mając do dyspozycji 100 hektarów lasów, spędziłam prawie godzinę na paru metrach kwadratowych, odbywając mikropodróż w dosłownym znaczeniu tego słowa? Tego nie wiem, ale prezentuję Wam zdjęcia winowajców.

Być może to była właśnie taka podróż, jakiej było mi teraz trzeba…

Rezerwat Przyrody Lasy Murckowskie

Dziękuję za odwiedziny!