Luhacovice, Jurkowicz

Czechy – Morawy rowerem cz. 2

Vizovice i Luhacovice – dwa morawskie miasteczka, do których zaprowadziły nas czeskie drogi. Co w nich znajdziemy dla ciała, co dla ducha? Pierwsze z nich to królestwo śliwowicy, drugie – największe uzdrowisko na Morawach.

W czerwcowe noce łatwo pobłądzić w czasie, gdy o 22 wieczorem i 4 rano jest prawie tak samo jasno. Wieczorami cichną już kosy, ale rano przez szmaciany dach namiotu słychać wyraźnie obudzone ptaki. Przygotowujemy śniadanie w kuchni turystycznej, po czym – tym razem przezornie trzymając się pobocza drogi i nie zapuszczając w nieznane górskie tereny) ruszamy na rowerach w stronę Vizovic. Jak przyjemna to trasa, w porównaniu z poprzednimi dniami. Długie zjazdy pozwalają zagapić się na chwilę na łąki, na których jak małe figurki stoją pasące się krowy. Mogłabym przysiąc, że znaleźliśmy się właśnie w otoczeniu miniaturowych Alp, tak tu zielono. Docieramy do pierwszego naszego celu – Vizovic.


Vizovice – królestwo śliwowicy

Vizovice znane są też jako Brama Wołoszczyzny. To otoczone Vizovickimi Wierchami miasto przetrwało liczne pożary i wojny. Każdy słyszał o Jozinie z Bazin – gdyby ktoś chciał również go zobaczyć, to – jeśli wierzyć legendom – właśnie w okolicach Vizovic można spotkać Józka z Bagien, o którym śpiewał Ivan Mladek

Komu braknie odwagi, aby stanąć oko w oko z marą, może spróbować czeskiej śliwowicy, która rozsławiła miasto na cały świat. Śliwkę znajdziemy tu nie tylko w destylatach. Vizovice są znane również z organizacji corocznych hucznych zbiorów tych owoców, a także konkursu jedzenia… knedli ze śliwkami. Nie odmówiłabym 🙂 My jednak zajadamy się smażonym serem, popijając go kofolą, i na rowerach ruszamy do nieodległej destylarni Rudolfa Jelinka, gdzie znajduje się także muzeum i sklep. Zwiedzanie z przewodnikiem trzeba umówić wcześniej. Niewiele wiem na temat procesu destylacji, jednak udało mi się przekonać Łukasza, którego do tej pory widzieliście tu i ówdzie na zdjęciach, aby skrobnął kilka słów na ten temat.

Destylarnia Rudolfa Jelinka

Dlaczego piszę te kilka tych kilka o starej vizovickiej destylarni? Nie chodzi tu tylko o to, że najwyższa jakość jej flagowych wyrobów jest niepodważalna – to doceniono już w latach 30., gdy Rudolf Jelinek stał się drugim co do wielkości importerem alkoholi do USA. Rzecz w tym, że produkcja destylatów owocowych jest, nie zawaham się użyć tego stwierdzenia, nieodłącznym elementem kultury stołu tzw. Mitteleuropy. W każdym z niegdyś tworzących ją krajów produkuje się tego typu trunki: Austriacy mają swojego obstlera, Węgrzy palinkę, Słoweńcy zganje, Chorwaci rakiję. Półki czeskich sklepów obfitują w destylaty wręcz fenomenalnej jakości, przez co każde zakupy u naszych południowych sąsiadów niezmiennie mnie wzruszają i od lat już nie mogę wręcz nacieszyć oczu widokiem mnogości butelek kryjących pachnące śliwowice, gruszkowice, czereśniowice i morelowice. Nie, nie ma się czego wstydzić ani w zakłopotaniu opuszczać głowy – przecież nie chodzi tu wcale o bycie na rauszu! W przypadku tak szlachetnych eau de vie jest to wręcz niegodne! Jeśli tylko potrafimy trzymać się dżentelmeńskiej kultury spożycia, możemy w pełni cieszyć się wspaniałą jakością trunków i docenić kunszt ich twórców.

Wracając do samej destylarni Rudolfa Jelinka, to niejako naturalnie wkomponowuje się ona w vizovicki krajobraz usiany licznymi sadami owocowymi, z których znana jest Wołoszczyzna. Są one naturalnymi dostarczycielami najwyższej jakości surowców – głównie śliwek, ponieważ najbardziej znanym Jelinkowym wyrobem jest właśnie śliwowica. Co ciekawe, lokalne sady (których znaczna część jest własnością fabryki) mimo obfitości owoców nie są w stanie zaspokoić całości potrzeb fabryki. Pokrywają one około 8% możliwości przerobowych destylarni. Wracając do flagowego produktu Jelinka, czyli śliwowicy – produkuje się ją w kilku odmianach – białej, złotej (starzonej w dębie), limitowanej (tylko z vizovickich śliwek) oraz co najciekawsze – koszernej. To właśnie sprzedaż tej ostatniej do USA oraz jej wielka popularność wśród lokalnej społeczności żydowskiej przekuła się na finansowy sukces firmy w latach 30. Do dziś w produkcji tej odmiany śliwowicy używa się tylko surowców i praktyk zgodnych z zasadami ortodoksyjnej wiary żydowskiej, a cały proces odbywa się pod nadzorem przedstawiciela amerykańskiej Unii Rabinów Ortodoksyjnych. Każda butelka koszernej śliwowicy jest stosownie certyfikowana i ozdobiona zawieszką w kształcie Gwiazdy Dawida. Osobiście najbardziej lubię odrobinkę (dosłownie łyżeczkę) złotej, trzyletniej śliwowicy jako dodatek do małej filiżanki mocnej, gorącej czarnej kawy. Niesamowicie podkręca jej smak i nawet po wypiciu kawy wnętrze ciepłej jeszcze filiżanki delikatnie pachnie dojrzałą morawską śliwką. Swoją drogą – owoce trafiające do destylarni muszą być naprawdę niezmiernie szczęśliwe… †


Luhacovice – królestwo wód

Ludzie budują piękne światy wokół miejsc, gdzie natura daje im coś od siebie – czy to kojące widoki, leczniczy klimat czy też dobroczynne działanie żywiołów. Do takiego właśnie pięknego świata, trafiliśmy z Vizovic. Luhacovice, bo o nich mowa. są trochę jak świat z przeszłości. Z morawskich podziemi co godzinę wydobywa się tu 15 000 litrów leczniczych wód mineralnych. Woda – to właśnie ona sprawiła, że na morawskich ziemiach zaczęły wyrastać architektoniczne dzieła sztuki, a w okolicach źródeł powstawać parki zdrojowe, pełne cienistych zakątków i szmeru fontann.

Morawskie źródła uznaje się za najbardziej dobroczynne w Europie dzięki wysokiej zawartości minerałów

Morawskie źródła uznaje się za najbardziej dobroczynne w Europie dzięki wysokiej zawartości minerałów, m.in. sodu, potasu, wapnia, magnezu, żelaza, jodu i bromu. Po przejechaniu wielu kilometrów w upale organizm sam dopomina się minerałów i mimo że mięśnie twarzy układają się w grymas, robimy kolejny łyk… i kolejny.

W okolicy jest 17 źródeł. Bardziej znane z nich to Vincentka, Viola, Marie, Dr. St’asneho czy Ottovka – ostatnie o smaku wody najbardziej znośnym dla podniebienia. Wody mineralne są wykorzystywane także do inhalacji, masaży, kąpieli czy zabiegów hydroterapii w licznych łaźniach.


Co zobaczyć w Luhacovicach?

Nie sposób wymienić wszystkich willi i miejsc wartych odwiedzenia, gdyż za każdym rogiem, przy niemal każdej uliczce, nasze oko przyciąga kolejne architektoniczne cudo. Hotele Dom Augustiański i Praha oraz pobliskie wille słowackiego architekta Duszana Jurkowicza dają pełne wyobrażenie o znaczeniu Luhacovic jako znanego kurortu leczniczego. Dalej mijamy stare łaźnie i kierujemy się w stronę parku zdrojowego (czes. Lazenske Namesti). Symbolem Luhacovic i najpiękniejszym budynkiem jest Jurkovicuv Dum (zdjęcie niżej) wspomnianego wcześniej architekta. Jego zmysł estetyczny nadawał i nadal, mimo upływu lat, nadaje kształt temu miejscu. W pobliżu odnajdujemy liczne inne budynki jego autorstwa, jak na przykład willa Rosa czy hotel uzdrowiskowy Jestrebi. Pośrodku tego wszystkiego my: z naszymi z rowerami, sakwami, w kaskach i stroju sportowym, trochę jak barbarzyńcy w świecie secesyjnej elegancji. W Luhacovicach nie udało nam się także wpasować w żadną z grup wiekowych – uliczki i kawiarnie pełne są tu szczęśliwych gromadek seniorów i głośnych grupek kolonijnych, wędrujących – mniej lub bardziej chętnie – od źródła do źródła.



Zbiornik Luhacovice

Swobodniej można poczuć się przy niedalekim zbiorniku o tej samej nazwie co miasteczko. Z centrum miasta prowadzi tam trasa rowerowo-spacerowa, prehada, którą docieramy nad zaporę. Sam zbiornik, otoczony lekko falującymi wzniesieniami, znajduje się w niewielkiej miejscowości Pozlovice.

Trawiaste plaże, ścieżki rowerowo-rolkarskie, basen i chłód wody przyciągają w to miejsce zarówno tych bardziej aktywnych, jak i stęsknionych za nicnierobieniem. Tu i ówdzie znajdujemy ślady topornej przeszłości w formie mniej finezyjnych budynków czy starych ławek, które przesłania jednak przyrodnicza uroda tego miejsca. Tu też znajdował się nasz tymczasowy dom, czyli camping Luhacovice. Miejsce, które poleciłabym każdej osobie, która dopiero przekonuje się do noclegów pod namiotem.


Morawy rowerem, zbiornik Luhacovice

Podróżowanie po Czechach – porady

  • Poruszając się na rowerze poboczami dróg, ostrożność plus dobre oświetlenie to zasada numer jeden. W rejonie Luhacovic wiele było np. krętych dróg i podjazdów, gdzie wymijały nas samochody ciężarowe.
  • Jeśli nie chcesz obejść się smakiem na widok piwa, miej w kieszeni więcej niż kilka koron. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do wszechobecnych terminali płatniczych, ale w Czechach, a przynajmniej na Morawach, nie wszędzie zapłacimy kartą.
  • Gdy zamawiasz pecene koleno, zastanów się, czy na pewno jesteś w stanie zjeść aż 400 gramów golonki? Połową tej porcji największy głodomór też się naje.
  • W Czechach nie ma możliwości, by wyznaczyć trasę rowerową za pomocą map Google. Aplikacja Mapy.cz lub mapa online świetnie się sprawdza jako nawigacja.

Dziękuję za odwiedziny!

Rower, Błędowska

Pustynia Błędowska rowerem

Pustynia Błędowska rozciąga się pomiędzy Śląskiem i Małopolską. Ten jedyny tak rozległy piaszczysty teren w Polsce przyciąga unikatowym krajobrazem.

Pustynia Błędowska zachwyca?

Pustynię Błędowską odwiedziłam pierwszy raz, mając naście lat przy okazji jakiejś wycieczki szkolnej do jakiegoś miejsca. Pamiętam to tak: wysiadamy z autokaru przy nieciekawej pogodzie pośrodku niczego. Próbujemy zachwycać się miejscem, które uparcie nie zachwyca. Widać – z czasem zaczynamy doceniać i rozumieć pewne zjawiska, a pustynia z jej rozległymi piaszczystymi terenami  i okoliczności jej powstania są przecież zjawiskiem wyjątkowym. Pustynia Błędowska rozciąga się między wyżynami Śląską i Olkuską. Jej granicą na północy jest Chechło, a na południowym wschodzie – miejscowość Klucze. I to właśnie tam dotarliśmy na rowerach.

wiosna
W drodze na pustynię znaleźliśmy wiosnę

Historia Pustyni Błędowskiej

Diabła złościły prace wykonywane przez ludzi – od lat na terenach Błędowa i okolic wydobywali srebro, cynk i ołów, drążąc podziemne korytarze i hałasując nad głowami piekielnych mocarzy. Diabeł postanowił to ukrócić, zasypując wszystko piaskiem zebranym nad Bałtykiem. Gdy taszczył wór z piachem, zawadził o wieżę kościoła i wszystko wysypało się, tworząc Pustynię Błędowską.


Diabeł postanowił to ukrócić, zasypując wszystko piaskiem zebranym nad Bałtykiem. Gdy taszczył wór z piachem, zawadził o wieżę kościoła i wszystko wysypało się, tworząc Pustynię Błędowską.

W tej legendzie jest ziarno prawdy – ludzie i ich prace wydobywcze w tych rejonach przyczyniły się do powstania pustyni. Okolice od dawnych czasów były terenem wydobywczym, a prace kopalniane – eksploatowanie wód gruntowych i karczowanie lasów – spowodowały zanik roślinności. Dawniej Pustynia Błędowska zajmowała obszar ok. 150 km kw. Była też miejscem ćwiczeń i poligonem wojskowym. W latach 70. zaczęto nasadzać tu rośliny, a z czasem pustynia zaczęła też stopniowo zarastać.

Pustynia Błędowska, Róża Wiatrów
Pomorze czy pustynia?

Pustynia Błędowska dziś

Obecnie obszar pustynny jest dużo mniejszy i wynosi ok. 33 km kw., a w najdłuższym jej miejscu można przemierzyć odległość 10 km. Pustynia Błędowska to obszar chroniony Natura 2000, leży też na terenie Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd. Unikatowe krajobrazy mogą jednak niebawem zniknąć, gdyż roślinność na pustyni rozrasta się coraz bardziej. Na zdjęciu satelitarnym widać zielone pasmo przedzielające ją na dwie części – tamtędy przepływa Biała Przemsza, nazywana też oazą Pustyni Błędowskiej. Stowarzyszenie Polska Sahara, które opiekuje się tymi rejonami, stara się utrzymać unikatowy, pustynny charakter miejsca.

Pustynia Błędowska


Biała Przemsza, nazywana też oazą Pustyni Błędowskiej, przedziela ją na pół.

Punkty widokowe na Pustyni Błędowskiej

W okolicy Pustyni Błędowskiej znajdują się punkty widokowe. Pierwszy to wzgórze Czubatka, 382 m n.pm. z wieżą obserwacyjną wybudowaną celem ochrony lasów przed pożarami. Na Czubatkę planujemy się wybrać kolejnym razem – ponoć oferuje wspaniałą panoramę na Klucze i Pustynię Błędowską. Kolejny punkt widokowy to Dąbrówka w Chechle, znajduje się na wysokości 355 m n.p.m. w pobliżu jest też bunkier z czasów II wojny światowej.


Róża Wiatrów na Pustyni Błędowskiej
Pustynia Błędowska rowerem
Pustynia Błędowska
Widok na Czubatkę
Pustynia Błędowska rowerem
Pustynia Błędowska rowerem
Pustynia Błędowska – Róża Wiatrów

My na rowerach zajechaliśmy do trzeciego punktu, istniejącej od 2018 r. Róży Wiatrów. Krajobraz pustyni został tu wzbogacony o drewniane zabudowania, altanki, ławki i podesty. Moje wrażenie? Punkt widokowy Róża Wiatrów naprawdę zachęca, by pozostać tam dłużej. Widok pustyni może z pozoru wydawać się nieco monotonny. Mnie pozwolił jednak przenieść się myślami na nadmorskie wydmy i przywołał wspomnienia wakacji nad Bałtykiem. Było też przyjemnie ciepło, odczuwalnie cieplej niż w innych miejscach tego samego dnia.


Widok Pustyni Błędowskiej pozwala przenieść się myślami na nadmorskie wydmy i przywołuje wspomnienia wakacji nad Bałtykiem

Pustynia Błędowska, przyroda
Prawie jak nad Bałtykiem – Pustynia Błędowska

W oddali widać otaczające pustynię lasy i wieże kościoła, na tak rozległym terenie każdy znajdzie spokojne miejsce, by cieszyć się przyrodą, na przykład spacerując żółtym szlakiem pustynnym. Oby tylko właśnie tym chcieli się cieszyć ludzie.  Bo czy turyści będą potrafili uszanować to miejsce? W trakcie naszego wyjazdu dosłownie kilka metrów od kosza na śmieci stały pozostawione butelki. Posprzątaliśmy, ale zostały smutna refleksja i obawa na przyszłość. Turysto, czemu nie posprzątałeś po sobie?

Pustynia Błędowska: kilka ciekawostek

  • Jeszcze do niedawna można tu było obserwować ponoć typowo pustynne zjawiska, jak fatamorgana czy burze piaskowe
  • Pustynia Błędowska wystąpiła w filmach „Faraon” i „W pustyni i w puszczy”.
  • Suma rocznych opadów na Pustyni Błędowskiej to ok. 700 mm
  • Jak podają źródła, w lecie piasek na pustyni nagrzewać się może nawet do 70 stopni
  • Północna część nadal wykorzystywana jest jako poligon – odbywają się tu ćwiczenia spadochronowe.

Wiecie, że…
Jeszcze do niedawna można tu było obserwować ponoć typowo pustynne zjawiska, jak fatamorgana czy burze piaskowe

Pustynia Błędowska – jak dojechać rowerem?

Aby dotrzeć do punktu widokowego Róża Wiatrów, kierujemy się w stronę miejscowości Klucze. Od głównej drogi i parkingów to ok. 1 km. marszu. My na Pustynię Błędowską pojechaliśmy rowerami – z katowickiego Giszowca to odległość ok. 45 km. W obie strony – ok. 90 km.



Pustynia Błędowska: opcje trasy rowerowej:

  1. Katowice – Mysłowice – Sosnowiec-Niwka – Maczki – Euroterminal – Sławków – Klucze

Kierujemy się przez Mysłowice i Sosnowiec-Niwkę w stronę dworca w Maczkach. Sosnowiecki szlak rowerowy zielony prowadzi wzdłuż torów i to najmniej przyjemny odcinek (przy torach leżą śmieci, butelki, wybebeszone fotele). Jedziemy do dworca w Maczkach i z rowerami przechodzimy nad torami estakadą – znak po drugiej stronie informuje, że to szlak św. Jakuba. Kierujemy się dalej w stronę Euroterminalu i mijamy go łukiem obierając kierunek Centrum, zgodnie ze znakami. W przeciwnym razie jedziemy przez Burki i czeka nas przedzieranie się przez chaszcze po śladach stada dzików. Za Sławkowem niesamowicie przyjemny odcinek trasy wzdłuż DK 94 ulicą Olkuską. Krajobraz coraz bardziej faluje, robi się jurajsko. Przy karczmie Bida odbijamy w kierunku Leśniczówki, stamtąd już przez piękne wiejsko-leśne okolice docieramy do Róży Wiatrów.

2. Katowice – Mysłowice – Sosnowiec – Euroterminal – zbiornik Balaton – Klucze

Pierwszy odcinek to również wspomniany wyżej zielony szlak wątpliwej urody krajobrazowej. Następnie za torami kierujemy się w prawo stronę Sławkowa przyjemną, długą rowerową trasą. W ten sposób omijamy dworzec w Maczkach i obieramy kierunek na zbiornik Balaton i Euroterminal, który mijamy ulicą Groniec. Dalsza część trasy doprowadzi nas do drogi Olkuskiej wzdłuż DK 94 i dalej do karczmy Bida, przez Leśniczówkę w stronę Róży Wiatrów.


Polecam także:


Odwiedź FB i Instagram:

Dziękuję za odwiedziny!