Tihany

Tihany nad Balatonem – kraina lawendy

Półwysep Tihany oraz miasteczko o tej samej nazwie to jedne z najpiękniejszych miejsc nad Balatonem. Tihany to również węgierska kraina lawendy. Jej zapach towarzyszy nam na każdym kroku w trakcie zwiedzania, a nawet długo, długo później. Co warto zobaczyć w Tihany?

Półwysep Tihany nad Balatonem 

Balaton miał być dla nas krótkim przystankiem w trakcie podróży do Słowenii. Spodziewaliśmy się, że Węgry przywitają nas ciepło. Nie sądziliśmy jednak, że tak… gorąco! Pogoda nad Balatonem oraz temperatury niespadające w sierpniu poniżej 32 stopni zaskoczyły nas równie mocno, co późniejsze słoweńskie deszcze. Po rozgoszczeniu się na campingu w miejscowości Revfulopp kolejnego dnia ruszyliśmy w stronę półwyspu Tihany położonego na północnym brzegu Balatonu. Wzdłuż całego północnego wybrzeża w stronę półwyspu prowadzi droga nr 71. Do Tihany można dojechać także rowerem, gdyż wzdłuż wspomnianej drogi poprowadzona jest malownicza ścieżka rowerowa Balatoni Korut. Sam półwysep wcina się znacznie w głąb jeziora, dzięki czemu widok z Tihany uznaje się za najpiękniejszy nad całym Balatonem. 

Widoki Tihany nad Balatonem

Dlaczego węgierskie morze?

Lawendowe miasteczko to miłe doznania nie tylko dla nosa, ale przede wszystkim dla oczu. Rozciąga się stąd jeden z najpiękniejszych widoków na Balaton. Z bliska mętnoszary, mieni się tu wszystkimi odcieniami turkusu. To właśnie w Tihany łatwo można przekonać się, dlaczego Balaton bywa nazywany węgierskim morzem”
Tihany Balaton

Tihany pełne lawendy 

Lawendowa nuta wpływa pozytywnie na nastrój, uspokaja, wycisza, a sama lawenda jest od dawna stosowana w medycynie. Zakochani w lawendzie podróżują do Prowansji, pola lawendowe porastają też chorwacką wyspę Hvar. Na szczęście nie trzeba jechać tak daleko, by poczuć dobroczynne działanie tej niepozornej rośliny o fioletowych kwiatach. Węgierski półwysep także ma swoją krainę lawendy – jest nią właśnie Tihany, gdzie lawendę sprowadził z Francji w latach 20. XX w. zielarz i farmakolog Gyula Bittera. Ponieważ roślinie tej nie potrzeba wiele, wulkaniczne gleby nad gorącym Balatonem okazały się dla niej bardzo gościnne. Nawet jeśli traficie do Tihany po zbiorach kwiatostanów (zwykle w czerwcu i towarzyszy im prawdziwe lawendowe święto) – nic straconego. Lawendowy aromat i tak jest obecny w całym miasteczku, a to za sprawą wyrobów, z których słynie Tihany.



Znajdziemy tu m.in. lawendowe kosmetyki, słodycze, suszoną lawendę, pałeczki lawendowe, a nawet lawendowe piwo. Także w kawiarniach w Tihany lawenda nie odstępuje nas na krok. Zamówimy tam m.in. kawę z syropem lawendowym, a gdyby ktoś jeszcze czuł niedosyt – także lawendowe ciasto.


W mieście działa kilka punktów, w których możemy dowiedzieć się więcej o lawendowej historii Tihany – jednym z nich jest Lavendula Haz (czyli lawendowy dom). Polecam odwiedzić także Tihanyi Levendula Manufakturę, lawendowe królestwo, w którym znajdują się sklepik i minimuzeum. Inną ze znanych atrakcji Tihany jest Paprika Haz – dom cały w papryce. 

Co zobaczyć w Tihany? 

Lawendowe miasteczko to miłe doznania nie tylko dla nosa, ale przede wszystkim dla oczu. Rozciąga się stąd jeden z najpiękniejszych widoków na „węgierskie morze”. Balaton, z bliska mętnoszary, mieni się tu wszystkimi odcieniami turkusu. Co zobaczyć w Tihany? Zwiedzanie tej niewielkiej, ale pięknej miejscowości to przede wszystkim spacery wśród urokliwych uliczek, w których kryją się sklepy z lokalnymi wyrobami. Królują tu oczywiście papryka i lawenda.



Jednak miejscem, do którego zdają się prowadzić wszystkie ścieżki, jest widokowa promenada. To bez wątpienia największa atrakcja Tihany, co przekłada się na liczbę spacerujących i zasłyszanych języków. Promenada wiedzie od opactwa Benedyktynów po Molo Cafe. Widok z tej pięknie położonej kawiarni nie ustępuje greckim krajobrazom, a cień na tarasie pozwala obserwować białe żagle sunące leniwie po tafli jeziora. Cień – tego w lawendowym miasteczku brakuje najbardziej! W Tihany upalna pogoda oraz lokalizacja na wzgórzu (brak chłodnej bryzy) mogą być przeszkodą w zwiedzaniu nawet dla największych poszukiwaczy piękna.


Tihany Balaton
Tihany, Balaton

W poszukiwaniu ochłody warto zejść zielonym szlakiem do mariny i pospacerować po molo. Po drodze zobaczymy piękne wille – niektóre kryte strzechą, inne w stylu modernistycznym. Wszystkie jednak współgrające z urodą tego miejsca. Niedaleko mariny znajduje się Varosi Strand, miejska plaża – w Tihany, podobnie jak w wielu miejscowościach nad Balatonem, jest ona płatna. W drodze powrotnej czeka nas marsz pod górę – tu, jak zresztą w trakcie całego zwiedzania Tihany, pomocny okaże się zapas wody.



Informacje praktyczne 

Tihany – gdzie parkować? 

Na parkingach w Tihany zobaczymy auta o tablicach rejestracyjnych z całej Europy, których właściciele zapełniają miejsca parkingowe w niesamowitym wręcz tempie. Na szczęście w miasteczku są liczne drogowskazy naprowadzające na parkingi, a pierwsze z nich znajdują się zaraz przy wjeździe do centrum. Opłata za parking wynosi ok. 300-450 HUF za godzinę. Im bliżej centrum, tym wyższa cena pozostawienia samochodu, a cena parkowania za cały dzień to około 1200 HUF. Bilet na parking wykupujemy w parkometrze – te w zależności od modelu akceptują monety / monety oraz banknoty. Większość urządzeń przyjmuje forinty, ale niektóre także euro. Warto mieć zapas każdej waluty, by przygotować się na wszystkie opcje. 

Tihany – gdzie zjeść? 

Tihany przywodzi mi na myśl nasz nadbałtycki Sopot. Miasteczko pełne jest restauracji i kawiarni. Większość z nich, szczególnie w miejscach widokowych – zaoferuje nam dania w cenach około 2000-3000 forintów. W podróżowaniu po Węgrzech najbardziej lubię to, że można tam zjeść smacznie, ale też tanio. W Tihany jako opcję ekonomiczną mogę polecić knajpkę przy jednym z parkingów.


Za łączną sumę 1500 HUF udało nam się zamówić tam porcje dla dwóch osób. Węgierskie kiełbaski oraz frytki (wiem, wiem, że niezdrowo) w zupełności wystarczyły, by przetrwać w niemiłosiernym upale. Również przy marinie można niedrogo kupić langosza czy paprykowaną kiełbaskę w podobnej cenie.  

Moja opinia o Tihany 

Tihany Balaton

Choć na ulicach miasteczka próżno szukać ciszy, a czasu na fotografowanie mamy tyle, ile dadzą nam wyrozumiali, spacerujący promenadą turyści, warto pojechać do Tihany. Choćby po to, by mieć własne zdanie co do tego, czy słusznie uznaje się je za najpiękniejsze nad Balatonem. Są takie miejsca, do których myśli uciekają zza biurka, pokonują setki kilometrów nawet kilka miesięcy po urlopie. Takie wspomnienia odtwarzane w myślach w kółko jak ulubiony kawałek. Dla mnie Tihany, podobnie jak włoskie jezioro Como, z pewnością będzie jednym z takich właśnie miejsc. Wystarczyły dwa tygodnie, deszcz w słoweńskich górach i znów patrzyłam na turkusowe wody, wdychając zapach lawendy.

Dziękuję za odwiedziny!

Podobne wpisy:

Ogrody Kapias zimą

Ogrody Kapias w Goczałkowicach wiosną i latem przyciągają prawdziwym koncertem barw i zapachów. Jesienią – urokiem rudych liści i fioletem wrzosów. A jak jest w znanych na Śląsku ogrodach pokazowych zimą? Czy warto zwiedzać Ogrody Kapias w zimie?

Ogrody Kapias – historia

Ogrody Kapias miałam okazję odwiedzać wiele razy o różnych porach roku i za każdym razem okazywało się, że nagle idę jakąś ścieżką, której wcześniej nie było, która prowadzi do zakątka… którego nie pamiętam. A może go tam nie było? Wiele musiało się tu zmienić od 1979 roku, gdy właściciel Bronisław Kapias postanowił wybudować ogrody do zwiedzania. Początkowo obiekt był niewielki, a jego starszą część można podziwiać do tej pory.

Zobacz także:

Ogród japoński w Pisarzowicach

Do starszej części w 2008 roku po drugiej stronie ulicy dobudowano nowszą. To obecnie 4 hektary ogrodów pokazowych z oryginalnie zaaranżowanymi zakątkami i zaskakującymi dekoracjami. Według informacji na stronie 2 godziny to czas, który powinien wystarczyć na jej zwiedzanie.

Na zobaczenie starszej części ogrodu trzeba przeznaczyć pół godziny, jednak jeśli nie bierzemy udziału w zorganizowanej wycieczce, a takich tu nie brak, warto zarezerwować więcej czasu na zwiedzanie. Każdy kwiat, drzewo, liść czy oczko wodne daje nową perspektywę – fotograf amator może łatwo stracić tu głowę, buszując w trawach. 

Co znajdziemy w Ogrodach Kapias?

Ogrody pokazowe w Goczałkowicach to nie tylko ścieżki edukacyjne z opisanymi okazami botanicznymi i miejsce relaksu czy licznych ślubnych sesji zdjęciowych. To także całe zaplecze gastronomiczno-handlowe (kawiarnia, restauracja, sklep ogrodniczy).


Ogrody Kapias Goczałkowice

Zapomniałam napisać: zwiedzanie goczałkowickich ogrodów jest bezpłatne. Przyznam jednak, że nieraz zdarzyło się stracić tu silną wolę w pobliskiej kawiarni (polecam sernik z brzoskwiniami) czy w centrum ogrodniczym. Zdarzyło się nawet pewnego lata, że wracaliśmy z Ogrodów Kapias parędziesiąt kilometrów rowerami z… przewieszoną przez kierownicę reklamówką z sadzonką derenia. Ogrody te są częstym celem rowerzystów. Duże, nowoczesne parkingi rowerowe w ogrodach skradły moje serce!

Co zobaczyć w pobliżu Ogrodów Kapias?

Rzut beretem od goczałkowickich ogrodów znajdują się:

  • Przepiękne Muzeum Zamkowe w Pszczynie (5,2 km),
  • Zagroda Żubrów (ok. 4 km),
  • Uzdrowiska (niespełna 3 km),
  • Zapora w Goczałkowicach (2,3 km), chętnie odwiedza przez śląskich cyklistów. 
Ogrody Kapias

Lubię też odwiedzać tutejsze centrum ogrodnicze, które jest dobrze zaopatrzone – i nie chodzi wyłącznie o rośliny. Gdzie nie spojrzeć, tam wianki i doniczki, kominki i figurki, lustra i karmniki – inspiracje do ogrodu czy mieszkania czają się w każdym kącie.

Zakątki tematyczne

Właściciele podzielili ogrody na zakątki tematyczne – i tak ogród angielski zaprasza nas w lecie zapachem róż, skandynawski harmonią, w wiejskim odpoczniemy przy chałupie pod płotem. Nastrój „Wichrowych Wzgórz” przynoszą z kolei liczne wrzosowiska. Jednym z moich ulubionych jest zakątek śródziemnomorski z włoskim patio… Che bello!


Ogrody Kapias
Włoskie patio w Ogrodach Kapias
Ogrody Kapias
Ogrody Kapias, ogród angielski
Ogrody Kapias
Ogrody Kapias
Ogród angielski

 W zimowe dni, choć stawy skute lodem, a dachy przyprószone śniegiem, spaceruje się przyjemnie, a ogrody są niemal puste. Zdarza się jednak, że w sezonie przy szczególnie pięknej pogodzie popularność ogrodu może konkurować ze spacerem stolicą polskich Tatr. Tak, tak – nadal mówimy o ogrodach położonych w niewielkiej miejscowości uzdrowiskowej na Śląsku. W grudniowe popołudnie znalazłam w niej odrobinę spokoju, tak cennego w pędzącym przedświątecznym czasie!


Choinka

Ogrody Kapias – zwiedzanie

  • Koszt: bezpłatnie
  • Czynne: od 7 stycznia do 23 grudnia 
  • Adres: Kapias, Ogrody Pokazowe, św. Anny 4, 43-230 Goczałkowice-Zdrój
  • Czas zwiedzania: Ok. 2,5 godziny 
  • Dojazd:
  • Pociągiem do stacji Goczałkowice (ok. 10 minut spaceru)
  • Rowerem – z Katowic przez Tychy, Kobiór i Pszczynę
  • Samochodem – od drogi S86 (DK1)

Dziękuję za odwiedziny!

Przeczytaj także: